Zwyczajny dzień…

Echo wciąż puka do poduszki. Otwiera załzawione kiście
Pośrodku bursztynowych wspomnień,
Szelesty marzeń, dłonie, liście….

W zwyczajnym dniu, zwyczajne gesty
Powierzchowności w kształcie zera
Promil nieczułej twej czułości. I to co w sercu wciąż uwiera ..

Odliczam chłodne i chłodniejsze
I to co słone od gorszego
I wieczne chwile z pierwszych pierwsze
Którym rozkosze świt odbiera ..

To dodawane, odejmuje..
Zasuszam echa opowieści,
Tyle ci wspomnień ofiaruję
O niezbywalnej drżącej treści…

Opowiedz bajkę w dniu słonawym
Kiedy się sny nie mogą zdarzyć
Gdy myśli brodzą pośród płatków
Gdy zatęsknienia z sobą w parze …

Odległość miarą cudzych spojrzeń,
O tym dlaczego tak się stało,
Nastroju w oknie lampy cztery
Którym wciąż ćmy na duszy grają…

Słowa ugrzęzły w zgliszczach gałęzi,
Tych zwykłych, szarych, tych sprzed wieków
W szarości stare smętne kolce
Wciąż ze zdumieniem czują przeszłość..

Rozlewam filiżanki senne
Rozdaję szczodrze nieobecność
Wieczność mierzona miarą senną
Sny wciąż na jawie tworzą wieczność…

Tak by się chciało nie czuć więcej
Melodię schować gdzieś pod ziemię,
I podarować swoim myślom…
Spojrzenie ludzkie, twe spojrzenie….
.

,

Autor zdjęcia Marzena Żak 🌿

Opublikowane przez annadruszcz

O sobie… O sobie najtrudniej powiedzieć… Z zamiłowania i wyboru pedagog, terapeuta, resocjalizator i skrobacz papieru oraz nałogowy student. Uwielbiam edukację własną i tę, którą podaję innym! Odkąd pamiętam pisałam, zawsze wyłącznie to, co stanowiło dla mnie ogromną wartość, to, przy czym nie byłam w stanie utrzymać równowagi, co powodowało, iż unoszę się nad powierzchnią i to, co wbijało mnie w najgłębsze otchłanie niebytu… Pisanie to nieodzowny konglomerat trzydziestoletniego długopisu, papieru, tego z kategorii serdecznych, i mojej osoby… Za kilka tygodni zostanie wydany mój pierwszy tomik poezji noszący tytuł: Codzienności dziennik intymny, jestem niezmiernie podekscytowana i wzruszona jednocześnie. Coś co do tej pory zalegało w szufladzie mego życia zarówno w przenośni jak i rzeczywistości pojawi się na nowo w przestrzeni publicznej, uzyska światło i tchnienie o którym wcześniej tylko marzyłam... Jeśli czytają to moi Znajomi, Przyjaciele to, od co najmniej trzydziestu sekund przecierają oczy ze zdumienia. Ja wieczny opozycjonista informatyczny, traktujący komputer wyłącznie, jako maszynę do pisania, ja Anna tworzę własnego bloga… Miejcie mnie w swej opiece, troskliwi bliscy i dalsi sprzymierzeńcy… Ps. To prostokątne ustrojstwo z czarnymi klawiszami nie jest niestety mym sprzymierzeńcem, nawet chłodnym znajomym... Dlatego wszystko co staje się naszym wspólnym udziałem, proszę traktować na zasadzie życiowego przeciągania liny. Sama nie mogę uwierzyć, że tak oto tu jestem...

Dodaj komentarz