Święto mej codzienności…

Dziś jeszcze śpisz, jeszcze wcześnie…
Choć ramion Twoich warkocze
Oplotły w senne pociechy
Wczorajsze dreszcze, nicpoty…

Dziś jeszcze śpisz, choć gdy wstaniesz…
Ułożę na drżącym kolanie
To, co jakby przed chwilą…
Z sekundy stało się milą…!

Dziś jeszcze śpisz, jeszcze słońce…
W piernatach puszystych myśli
Trwoni czas niedościgły
Oddając to, co się ziści…

Dziś jeszcze śpisz, tylko rosa…
Łzawe okruchy maluje
Pozostawiając bezgłośnie
Kryształy tego co czuję ..

Dziś jeszcze śpisz, choć czas skory…
I przekomarza się z chwilą,
Że on zwycięstwo swe czuje
Kalendarz pierwszeństwem smakuje…

A kiedy zbudzisz radości
Zabierz wszystko co nasze,
Troskliwość swej troskliwości
I połoniny swych marzeń….

Przytrzymaj w ramionach promienie
Spakuj do własnej walizki,
Szlachetność która wystaje
Mierzona wszystkim we wszystkim…

Rozświetlaj własne ostępy
Twórz mapy czułe bez granic,
Zbieraj to co przydatne..
To, co po coś i na nic…

Ty jesteś, ja jestem, świat będzie…
Nucił melodię niezmienną,
Goniu, dałaś mi święto w codzienność
Czuj codzienności swej święto…

Dla najszlachetniejszego Człowieka jakiego znam… Dla mojej Córki Goni….

Opublikowane przez annadruszcz

O sobie… O sobie najtrudniej powiedzieć… Z zamiłowania i wyboru pedagog, terapeuta, resocjalizator i skrobacz papieru oraz nałogowy student. Uwielbiam edukację własną i tę, którą podaję innym! Odkąd pamiętam pisałam, zawsze wyłącznie to, co stanowiło dla mnie ogromną wartość, to, przy czym nie byłam w stanie utrzymać równowagi, co powodowało, iż unoszę się nad powierzchnią i to, co wbijało mnie w najgłębsze otchłanie niebytu… Pisanie to nieodzowny konglomerat trzydziestoletniego długopisu, papieru, tego z kategorii serdecznych, i mojej osoby… Za kilka tygodni zostanie wydany mój pierwszy tomik poezji noszący tytuł: Codzienności dziennik intymny, jestem niezmiernie podekscytowana i wzruszona jednocześnie. Coś co do tej pory zalegało w szufladzie mego życia zarówno w przenośni jak i rzeczywistości pojawi się na nowo w przestrzeni publicznej, uzyska światło i tchnienie o którym wcześniej tylko marzyłam... Jeśli czytają to moi Znajomi, Przyjaciele to, od co najmniej trzydziestu sekund przecierają oczy ze zdumienia. Ja wieczny opozycjonista informatyczny, traktujący komputer wyłącznie, jako maszynę do pisania, ja Anna tworzę własnego bloga… Miejcie mnie w swej opiece, troskliwi bliscy i dalsi sprzymierzeńcy… Ps. To prostokątne ustrojstwo z czarnymi klawiszami nie jest niestety mym sprzymierzeńcem, nawet chłodnym znajomym... Dlatego wszystko co staje się naszym wspólnym udziałem, proszę traktować na zasadzie życiowego przeciągania liny. Sama nie mogę uwierzyć, że tak oto tu jestem...

Dodaj komentarz