Polska jaką pamiętam… jeszcze…

Na progu naszego domu rosła Polska
Ot, otwierało się drzwi codzienności..
Poruszało trawy chyboczących myśli ,
Była czuwająca , Gościnna, A własną serdeczność ubierała w gesty wrażliwych przywołań…
Nosiła powłóczysty szal tęsknot… Dla tych którzy mogliby zabłądzić….
Karmiła…
Zawsze chlebem o zapachu ognia, który nie parzył a rozpromieniał stada zaprzyjaźnionych serc…

Wiatr, nim zaczął smagać po niegodziwych policzkach, czekał, dawał szansę na poprawę…

Dłonie i oczy choć puszczone wolno, miały korzenie,
Drzwi nieryglowane, no bo i po co…?
Swój otwierał je bezszelestnie,
A gość nieśmiało oczekiwał na progu na zaproszenie…
Zanim poprosiłeś, otrzymywałeś…
Zanim uniosłeś, wiele ramion stawało ku pomocy…
Był czas na wysłuchanie,
I na moszczenie bezpiecznej przystani…
Był kąt …
I był listonosz…
A ludzie…?
Ludzie wyrastali jak grzyby po deszczu w czas łez i czas słońca…

Honor nie był pustobrzmiącym opakowaniem po zaśniedziałych czekoladkach…
Słodycz nosiła znamiona wykwintności…
A słowo….słowo wracało do właściciela z niewiarygodną mocą niosących je intencji…
Zawsze sygnowanych inicjałami rodziciela….

Dziś tylko echo powtarza … choć i ono zdaje się umierać…

Tęskno mi do tamtego….

Autor zdjęcia Marzena Żak 🌿

Opublikowane przez annadruszcz

O sobie… O sobie najtrudniej powiedzieć… Z zamiłowania i wyboru pedagog, terapeuta, resocjalizator i skrobacz papieru oraz nałogowy student. Uwielbiam edukację własną i tę, którą podaję innym! Odkąd pamiętam pisałam, zawsze wyłącznie to, co stanowiło dla mnie ogromną wartość, to, przy czym nie byłam w stanie utrzymać równowagi, co powodowało, iż unoszę się nad powierzchnią i to, co wbijało mnie w najgłębsze otchłanie niebytu… Pisanie to nieodzowny konglomerat trzydziestoletniego długopisu, papieru, tego z kategorii serdecznych, i mojej osoby… Za kilka tygodni zostanie wydany mój pierwszy tomik poezji noszący tytuł: Codzienności dziennik intymny, jestem niezmiernie podekscytowana i wzruszona jednocześnie. Coś co do tej pory zalegało w szufladzie mego życia zarówno w przenośni jak i rzeczywistości pojawi się na nowo w przestrzeni publicznej, uzyska światło i tchnienie o którym wcześniej tylko marzyłam... Jeśli czytają to moi Znajomi, Przyjaciele to, od co najmniej trzydziestu sekund przecierają oczy ze zdumienia. Ja wieczny opozycjonista informatyczny, traktujący komputer wyłącznie, jako maszynę do pisania, ja Anna tworzę własnego bloga… Miejcie mnie w swej opiece, troskliwi bliscy i dalsi sprzymierzeńcy… Ps. To prostokątne ustrojstwo z czarnymi klawiszami nie jest niestety mym sprzymierzeńcem, nawet chłodnym znajomym... Dlatego wszystko co staje się naszym wspólnym udziałem, proszę traktować na zasadzie życiowego przeciągania liny. Sama nie mogę uwierzyć, że tak oto tu jestem...

Dodaj komentarz