Słowa głuche…

Wszystko zabierasz z mej drogi
Głosy, struny i oczy
I czekam wciąż niepokornie
Czym mnie dziś jeszcze zaskoczysz…!!!

Odbierasz tak po cichutku,
A w sercu rany olbrzymie
Serce gdzie moje serce
Nikt tego już nie przeżyje ..!!!

Czym jest piekło mój Panie
Ziemia piekłem co boli!!!
Podajesz mi na śniadanie
Gorliwy talerz twej soli …

Tak wiem, że tam w twoim niebie…
A tutaj, co tutaj na ziemi…???
Bierzesz, rozdajesz, wygrywasz
Puste obrazy mych źrenic ….

Dłonie zwiędły samotnie
Proszenia było Ci mało…??
Wyrwij serce ostatnie
Z trzech tylko ono zostało….

Po szybach deszcz żłobi żalem
Bruzdy z bólu utkane
Kazałeś zasnąć Dziecięciu
Śpi też Przyjaciel kochany…

Osierociłeś tak wielu
Zegary wciąż tobie posłuszne
Minuta ciąży na ustach
Słowa bardziej niż puste …

Nie ma dnia, nie ma słońca
Po nocy tylko noc z nocą w parze
W odejmowaniu zaklęte
Kalendarze mych marzeń….

Odeszli Nadia Totoń i Andrzej Ładowski

Opublikowane przez annadruszcz

O sobie… O sobie najtrudniej powiedzieć… Z zamiłowania i wyboru pedagog, terapeuta, resocjalizator i skrobacz papieru oraz nałogowy student. Uwielbiam edukację własną i tę, którą podaję innym! Odkąd pamiętam pisałam, zawsze wyłącznie to, co stanowiło dla mnie ogromną wartość, to, przy czym nie byłam w stanie utrzymać równowagi, co powodowało, iż unoszę się nad powierzchnią i to, co wbijało mnie w najgłębsze otchłanie niebytu… Pisanie to nieodzowny konglomerat trzydziestoletniego długopisu, papieru, tego z kategorii serdecznych, i mojej osoby… Za kilka tygodni zostanie wydany mój pierwszy tomik poezji noszący tytuł: Codzienności dziennik intymny, jestem niezmiernie podekscytowana i wzruszona jednocześnie. Coś co do tej pory zalegało w szufladzie mego życia zarówno w przenośni jak i rzeczywistości pojawi się na nowo w przestrzeni publicznej, uzyska światło i tchnienie o którym wcześniej tylko marzyłam... Jeśli czytają to moi Znajomi, Przyjaciele to, od co najmniej trzydziestu sekund przecierają oczy ze zdumienia. Ja wieczny opozycjonista informatyczny, traktujący komputer wyłącznie, jako maszynę do pisania, ja Anna tworzę własnego bloga… Miejcie mnie w swej opiece, troskliwi bliscy i dalsi sprzymierzeńcy… Ps. To prostokątne ustrojstwo z czarnymi klawiszami nie jest niestety mym sprzymierzeńcem, nawet chłodnym znajomym... Dlatego wszystko co staje się naszym wspólnym udziałem, proszę traktować na zasadzie życiowego przeciągania liny. Sama nie mogę uwierzyć, że tak oto tu jestem...

Dodaj komentarz