Z pustego i Salomon…

Nienawiść znalazła mieszkanie
W schowku tuż pod schodami
Za starą zbutwiałą kotarą…
Naiwnych ogłupia i mami…

Plany snuje dalekie
Jak to u sójek wciąż bywa…
Przeszkadza jej stara kanapa
Chłodziarka, sen z powiek porywa…

Mówił wcześniej Holoubek
Że małych, niezdolnych się boi,
Czy zwierząt też się to tyczy
Tych, co się nie da osowić…?

Szaleństwo oczy ma wielkie
Rozum uciekł w przestrachu…
Jakie to wszystko maleńkie…
O nieszczęśliwym zapachu…

Gdyby można policzyć
Lecz jak pustotę okiełznać..?
Kanapa to tylko drewno…
Miłość zaś bywa bezcenna…

Na próżno jednak tłumaczyć
Czym miłość, prawda i praca
Sójka oczy wytrzeszcza
Wszak Nic jej nie ubogaca…

Wychyla się zza kotary
Dziś rąk brudzić nie musi
Murzynek ten biało- czarny
Wszystko co żyje wydusi…

I tylko czasem się pytam
Jak wyjść ot tak na ulicę?
Jak spojrzeć drugiemu w oczy…? Czy szanse są na przeżycie…?

Jak swoim dzieciom i wnukom
Układać wspólne pacierze,
Jak mowić wierzę i krzywdzić
I znów przysięgać że wierzę…!

A kiedy maleńkie dłonie
Twych dzieci i cudnych wnuków
Ktoś jak ty porozrywa
Będziesz się śmiać do rozpuku….?????

Zdjęcie zaczerpnięte z Sieci 🌿

Opublikowane przez annadruszcz

O sobie… O sobie najtrudniej powiedzieć… Z zamiłowania i wyboru pedagog, terapeuta, resocjalizator i skrobacz papieru oraz nałogowy student. Uwielbiam edukację własną i tę, którą podaję innym! Odkąd pamiętam pisałam, zawsze wyłącznie to, co stanowiło dla mnie ogromną wartość, to, przy czym nie byłam w stanie utrzymać równowagi, co powodowało, iż unoszę się nad powierzchnią i to, co wbijało mnie w najgłębsze otchłanie niebytu… Pisanie to nieodzowny konglomerat trzydziestoletniego długopisu, papieru, tego z kategorii serdecznych, i mojej osoby… Za kilka tygodni zostanie wydany mój pierwszy tomik poezji noszący tytuł: Codzienności dziennik intymny, jestem niezmiernie podekscytowana i wzruszona jednocześnie. Coś co do tej pory zalegało w szufladzie mego życia zarówno w przenośni jak i rzeczywistości pojawi się na nowo w przestrzeni publicznej, uzyska światło i tchnienie o którym wcześniej tylko marzyłam... Jeśli czytają to moi Znajomi, Przyjaciele to, od co najmniej trzydziestu sekund przecierają oczy ze zdumienia. Ja wieczny opozycjonista informatyczny, traktujący komputer wyłącznie, jako maszynę do pisania, ja Anna tworzę własnego bloga… Miejcie mnie w swej opiece, troskliwi bliscy i dalsi sprzymierzeńcy… Ps. To prostokątne ustrojstwo z czarnymi klawiszami nie jest niestety mym sprzymierzeńcem, nawet chłodnym znajomym... Dlatego wszystko co staje się naszym wspólnym udziałem, proszę traktować na zasadzie życiowego przeciągania liny. Sama nie mogę uwierzyć, że tak oto tu jestem...

Dodaj komentarz