Kołysanka dla Mateńki…

Czujesz…?
Dziś ja Ciebie kołyszę
Mateńko moja kochana,
To trochę tak, jakbym chciała
Wspomnieniom na Twoich kolanach
Dać moc i ponazywać zegary i struny i chwile…
I jakbym wskazała kierunek
Gdzie tańczą w budlejach motyle…

Pozwól dziś, że ja sama
Zaplotę Tobie warkocze,
Wiem, wciąż łatwiej mi słowa
Z nich stada najczulszych Twych pociech…
To może zamiast warkoczy
Zrobię piękny makijaż..?
Czas łaskawy dla Ciebie
Dzień i noc wiecznie sprzyja…

Niech noc makijażu nie trwoni
Niech oczy błyszczą najjaśniej
I stada pociech Twym skroniom
Szepcząc wciąż budzą fantazję…
Niech myśli same radosne
Gładzą trudy lat wielu
Wszak jesteś nie tylko Mamą
Serdeczny mój Przyjacielu…

Pozwól mi droga Mateńko
Ukołysać Twe dłonie
W nich tyle troski na co dzień
I najżarliwszy trwa ogień…
Trud dnia codziennego
Znaczył tam swoje stronice
I krzyk i radość i szczęście
I gesty których nie zliczę…

Pamiętasz gwiazdy łowiłaś
Te, spadające na ziemię…
Dziś ja kryształy radości
Odnajdę wyłącznie dla Ciebie!
Będą jak moje bursztyny
Nutą tego co było, tego co jest i co będzie…
Mówiłaś, że tak rodzi się miłość…

Już czas moja Mateńko
Dzień powieki otwiera
Słońce plany ma wielkie
Zaczyna dzień liczyć od zera,
Rozdaj swój uśmiech poranny
Niech znaczy najczulsze chwile,
Biegniemy do Ciebie, do domu…
Jak do budlei motyle…

Opublikowane przez annadruszcz

O sobie… O sobie najtrudniej powiedzieć… Z zamiłowania i wyboru pedagog, terapeuta, resocjalizator i skrobacz papieru oraz nałogowy student. Uwielbiam edukację własną i tę, którą podaję innym! Odkąd pamiętam pisałam, zawsze wyłącznie to, co stanowiło dla mnie ogromną wartość, to, przy czym nie byłam w stanie utrzymać równowagi, co powodowało, iż unoszę się nad powierzchnią i to, co wbijało mnie w najgłębsze otchłanie niebytu… Pisanie to nieodzowny konglomerat trzydziestoletniego długopisu, papieru, tego z kategorii serdecznych, i mojej osoby… Za kilka tygodni zostanie wydany mój pierwszy tomik poezji noszący tytuł: Codzienności dziennik intymny, jestem niezmiernie podekscytowana i wzruszona jednocześnie. Coś co do tej pory zalegało w szufladzie mego życia zarówno w przenośni jak i rzeczywistości pojawi się na nowo w przestrzeni publicznej, uzyska światło i tchnienie o którym wcześniej tylko marzyłam... Jeśli czytają to moi Znajomi, Przyjaciele to, od co najmniej trzydziestu sekund przecierają oczy ze zdumienia. Ja wieczny opozycjonista informatyczny, traktujący komputer wyłącznie, jako maszynę do pisania, ja Anna tworzę własnego bloga… Miejcie mnie w swej opiece, troskliwi bliscy i dalsi sprzymierzeńcy… Ps. To prostokątne ustrojstwo z czarnymi klawiszami nie jest niestety mym sprzymierzeńcem, nawet chłodnym znajomym... Dlatego wszystko co staje się naszym wspólnym udziałem, proszę traktować na zasadzie życiowego przeciągania liny. Sama nie mogę uwierzyć, że tak oto tu jestem...

Dodaj komentarz