Szczęścia nie mogę pomieścić…

Nad ranem nim rosy zaspane
Wyruszą na duszy spotkanie,
Szczęście w drewnianym pudełku
Mości dla siebie mieszkanie…

Nuty dobiera starannie
Chcąc każdą chwilę spamiętać,
I tak, aby odróżnić
Dzień biały od wielkiego święta…

Ramion najczulsze gałęzie
Tulą do siebie dwie chwile
Szeptem składając westchnienia..
W rubinowatym pyle…

Źrenic bezmiar pachnący
Odmienia wciąż przez przypadki,
Radość tę bezimienną
Jak jeżynowe głaski…

Chciałoby się zapamiętać
Upchnąć na zawsze dla serca,
To, co większe niż słońce
Co zerka wciąż z mego pudełka…

Czy są na ziemi kryształy
W których na całe życie,
Można szczęście zakluczyć
By patrzeć nań w wielkim zachwycie…?

Czy zamki są niezdobyte
Pałace ze skarbcem bezpiecznym,
By dusza mogła na zawsze
Móc skryć się w miejscu tajemnym…???

Poproszę dwa parasole
Niech chronią przed słońcem i deszczem
I pióro wezmę do ręki
Krzycząc: chcę jeszcze…, jeszcze i jeszcze…!!!

Pomiędzy szelestem a słowem
Pragnienia mają mieszkanie…
Wczorajszym dzisiejsze smaruje…
Prosząc na drugie śniadanie…

Na fotografii zaklętej
Obraz chwili zamieszkał…
Jak przytulić od środka,
Kruszynę wielkości orzeszka…???

Boję się, że nie zdążę
Że ronić będę godziny,
A czas złośliwie namolny
Zerwie tęsknoty dziewczyny…

Zegary zatrzymać dziś muszę
Dla Ciebie dla siebie i dla nich…
Noc ze świtem się zżyma
Tworząc serdeczne tsunami…
(AD.)

Czas muszę zatrzymać….

Autor zdjęcia: Marzena Żak 🌿

Opublikowane przez annadruszcz

O sobie… O sobie najtrudniej powiedzieć… Z zamiłowania i wyboru pedagog, terapeuta, resocjalizator i skrobacz papieru oraz nałogowy student. Uwielbiam edukację własną i tę, którą podaję innym! Odkąd pamiętam pisałam, zawsze wyłącznie to, co stanowiło dla mnie ogromną wartość, to, przy czym nie byłam w stanie utrzymać równowagi, co powodowało, iż unoszę się nad powierzchnią i to, co wbijało mnie w najgłębsze otchłanie niebytu… Pisanie to nieodzowny konglomerat trzydziestoletniego długopisu, papieru, tego z kategorii serdecznych, i mojej osoby… Za kilka tygodni zostanie wydany mój pierwszy tomik poezji noszący tytuł: Codzienności dziennik intymny, jestem niezmiernie podekscytowana i wzruszona jednocześnie. Coś co do tej pory zalegało w szufladzie mego życia zarówno w przenośni jak i rzeczywistości pojawi się na nowo w przestrzeni publicznej, uzyska światło i tchnienie o którym wcześniej tylko marzyłam... Jeśli czytają to moi Znajomi, Przyjaciele to, od co najmniej trzydziestu sekund przecierają oczy ze zdumienia. Ja wieczny opozycjonista informatyczny, traktujący komputer wyłącznie, jako maszynę do pisania, ja Anna tworzę własnego bloga… Miejcie mnie w swej opiece, troskliwi bliscy i dalsi sprzymierzeńcy… Ps. To prostokątne ustrojstwo z czarnymi klawiszami nie jest niestety mym sprzymierzeńcem, nawet chłodnym znajomym... Dlatego wszystko co staje się naszym wspólnym udziałem, proszę traktować na zasadzie życiowego przeciągania liny. Sama nie mogę uwierzyć, że tak oto tu jestem...

Dodaj komentarz