Bajka na dobranoc… W hołdzie poszkodowanym ..

Mamuś mój kotek nagle przepadł
Wczoraj bajeczkę pięknie mruczał,
Tylko szpuleczka ta czerwona
Głucho na wietrze się porusza…

Pan w telewizji pokazywał
Co znaczy białe, co czerwone
I kiedy unieść obie ręce
By uratować życia stronę..

Tylko naprawdę nie potrafię
Pokazać dłonią gdzie jest Lucek
Możezapytamtegopana….                                   Przecież on nigdy by nie uciekł…

Mówisz że pewnie uciekł prędko… ?
I siedzi gdzieś na czubku sosny
Tylko gdy mówisz oczy twoje
Wilgotnym od łez mchem porosły…

Wiesz mamuś sygnał w telefonie
Ogłuchł zupełnie na amentus
I nie dodzwonię się do Pana
By Łucka szukać bardzo prędko….

Mam Twój długopis z czarnym wkładem
Dziś narysuję mego kotka,
Choć on był prawie całkiem biały
Może ktoś pozna, gdy go spotka…

Napiszę Lucek kotek Basi
Zazwyczaj biały dziś czarniawy
Pobrudził się od wielkiej wody
Podaję adres dla ciekawych…

Basia Piekarska z ogrodowej
Dziś z moją mamą w szkole mieszkam,
Gdyby ktoś kotka mego znalazł
Poproszę oddać nam orzeszka…

Już nie płacz mamuś, bardzo proszę…
Sama mówiłaś, kot nicpota…
Schował się pewnie w mysiej dziurze
Choć to nie honor jest dla kota…

Przytul się do mnie ma mateńko
Będzie nam obu cieplej, milej
Kiedy zaśniemy gwiazdy szeptem
Przywiodą marzeń wonne chwile..

(AD )

Zdjęcie zaczerpnięte z Sieci 🌿

Opublikowane przez annadruszcz

O sobie… O sobie najtrudniej powiedzieć… Z zamiłowania i wyboru pedagog, terapeuta, resocjalizator i skrobacz papieru oraz nałogowy student. Uwielbiam edukację własną i tę, którą podaję innym! Odkąd pamiętam pisałam, zawsze wyłącznie to, co stanowiło dla mnie ogromną wartość, to, przy czym nie byłam w stanie utrzymać równowagi, co powodowało, iż unoszę się nad powierzchnią i to, co wbijało mnie w najgłębsze otchłanie niebytu… Pisanie to nieodzowny konglomerat trzydziestoletniego długopisu, papieru, tego z kategorii serdecznych, i mojej osoby… Za kilka tygodni zostanie wydany mój pierwszy tomik poezji noszący tytuł: Codzienności dziennik intymny, jestem niezmiernie podekscytowana i wzruszona jednocześnie. Coś co do tej pory zalegało w szufladzie mego życia zarówno w przenośni jak i rzeczywistości pojawi się na nowo w przestrzeni publicznej, uzyska światło i tchnienie o którym wcześniej tylko marzyłam... Jeśli czytają to moi Znajomi, Przyjaciele to, od co najmniej trzydziestu sekund przecierają oczy ze zdumienia. Ja wieczny opozycjonista informatyczny, traktujący komputer wyłącznie, jako maszynę do pisania, ja Anna tworzę własnego bloga… Miejcie mnie w swej opiece, troskliwi bliscy i dalsi sprzymierzeńcy… Ps. To prostokątne ustrojstwo z czarnymi klawiszami nie jest niestety mym sprzymierzeńcem, nawet chłodnym znajomym... Dlatego wszystko co staje się naszym wspólnym udziałem, proszę traktować na zasadzie życiowego przeciągania liny. Sama nie mogę uwierzyć, że tak oto tu jestem...

Dodaj komentarz