Tęsknię…

Powyrywali tobie skrzydła, Aniele boskiej opatrzności
Codzienność szara i obrzydła, tak nieustannie prosi w gości…
Na dźwięki dzwonów nikt nie bieży,drwiąc na zakręcie z blasku świateł
Wiara w nią przecież nikt  nie wierzy, chyba że w górnym majestacie…

Czasem najczulsze są kamienie, gładzone wiatrem w strugach deszczu
Już mi się prawie wydawało, że mam za sobą tory przeszkód…
Śnią mi się marzeń snów koszmary, te bezpowrotnie utracone
Nie słyszę głosu twego wcale, choć wciąż brzmi we mnie twe zielone…

Poruszam wskazań dwie wskazówki, które ospale prą do przodu
Czuję ten jeden marny uśmiech, popijam nutą swych zawodów…
Już nie nastarczam opatrunków, na wszystkie rysy wielu treści
Tamto złotawe pachnie głupio, to patynowe wciąż w boleści…
Wszystko na sprzedaż obliczone, deficyt serca podarunków
Za ile sny sprzedajesz młode, czy vat doliczasz do rachunku…???

Poproszę bilet w jedną stronę, tam gdzie melodie grzeją dłonie
Gdzie wszystko co znaczyło pierwsze, wciąż trwa i nie jest zakończone…
Wybiorę numer na centrali, międzymiastowa bardzo proszę
Dzwonię od siebie z mego środka, rozmowa płatna jest dwa grosze…

Autor zdjęcia Marzena Żak 🌿

Opublikowane przez annadruszcz

O sobie… O sobie najtrudniej powiedzieć… Z zamiłowania i wyboru pedagog, terapeuta, resocjalizator i skrobacz papieru oraz nałogowy student. Uwielbiam edukację własną i tę, którą podaję innym! Odkąd pamiętam pisałam, zawsze wyłącznie to, co stanowiło dla mnie ogromną wartość, to, przy czym nie byłam w stanie utrzymać równowagi, co powodowało, iż unoszę się nad powierzchnią i to, co wbijało mnie w najgłębsze otchłanie niebytu… Pisanie to nieodzowny konglomerat trzydziestoletniego długopisu, papieru, tego z kategorii serdecznych, i mojej osoby… Za kilka tygodni zostanie wydany mój pierwszy tomik poezji noszący tytuł: Codzienności dziennik intymny, jestem niezmiernie podekscytowana i wzruszona jednocześnie. Coś co do tej pory zalegało w szufladzie mego życia zarówno w przenośni jak i rzeczywistości pojawi się na nowo w przestrzeni publicznej, uzyska światło i tchnienie o którym wcześniej tylko marzyłam... Jeśli czytają to moi Znajomi, Przyjaciele to, od co najmniej trzydziestu sekund przecierają oczy ze zdumienia. Ja wieczny opozycjonista informatyczny, traktujący komputer wyłącznie, jako maszynę do pisania, ja Anna tworzę własnego bloga… Miejcie mnie w swej opiece, troskliwi bliscy i dalsi sprzymierzeńcy… Ps. To prostokątne ustrojstwo z czarnymi klawiszami nie jest niestety mym sprzymierzeńcem, nawet chłodnym znajomym... Dlatego wszystko co staje się naszym wspólnym udziałem, proszę traktować na zasadzie życiowego przeciągania liny. Sama nie mogę uwierzyć, że tak oto tu jestem...

Dodaj komentarz