Bezradność…

Nie ma nic bardziej potężnego niż bezradność… Nawet ostateczność wybrzmiewa łagodniej, przez swą nazwaną przydatność do spożycia…
Dziś było mi dane wysmakować bezradność podaną w kilku odsłonach…
Miewamy gorsze dni, bywają trudne momenty, ale od dziś wiem, że zabić może wyłącznie bezradność…
Kiedy przegrywamy nikt nie odbiera nam szansy na rewanż…Kiedy się mylimy jest szansa na wgląd w siebie i wyciąganie wniosków…
Ale kiedy stajemy się wyłącznie miernymi obserwatorami, od których nic nie zależy… To tak jakby ktoś wyrwał nam nie tylko duszę ale również i serce….
Nie ma wtedy ludzi, nie ma świata, nie ma historii, nie istnieje przeszłość ani przyszłość…

Teraźniejszość patrzy na nas swymi kpiącymi źrenicami mając na wyłączność życie….
Nie ma karty przetargowej, nie ma wyboru….

Pochylam głowę nad Tymi, którym pozostało się przyglądać….
I latami odbierać sobie prawo do działania….

Matki które sprawują opiekę nad swymi
nieuleczalnie chorymi dziećmi…

Dzieci przyglądające się chorobie swoich rodzicieli…

Matki, żony, siostry….
Ojcowie, mężowie, bracia..

Najbliżsi i najdalsi którym BEZRADNOŚĆ odebrała oddech….

W końcu Ludzie którzy skazani na pomoc innych, nie są w stanie pokonać BEZRADNOŚCI…

I Ci którym śmierć odebrała moc, wszystkim Tym których pokonała BEZRADNOŚĆ….

Pochylam głowę, oddając Państwu najwyższy szacunek…

To niewyobrażalne uczucie…

BEZRADNOŚĆ –
Podłe, obelżywe, noszące ślady linii papilarnych uczucie, tych urodzonych, żyjących, tych którzy mają swoje matki, żony, ojców i braci…
Tych , którzy niweczą nawet najdrobniejsze poczucie człowieczeństwa….

Najpotężniejsze…
I oby nigdy więcej nie było nam dane spojrzeć sobie w oczy….

Autor zdjęcia Marek Moczarski

Opublikowane przez annadruszcz

O sobie… O sobie najtrudniej powiedzieć… Z zamiłowania i wyboru pedagog, terapeuta, resocjalizator i skrobacz papieru oraz nałogowy student. Uwielbiam edukację własną i tę, którą podaję innym! Odkąd pamiętam pisałam, zawsze wyłącznie to, co stanowiło dla mnie ogromną wartość, to, przy czym nie byłam w stanie utrzymać równowagi, co powodowało, iż unoszę się nad powierzchnią i to, co wbijało mnie w najgłębsze otchłanie niebytu… Pisanie to nieodzowny konglomerat trzydziestoletniego długopisu, papieru, tego z kategorii serdecznych, i mojej osoby… Za kilka tygodni zostanie wydany mój pierwszy tomik poezji noszący tytuł: Codzienności dziennik intymny, jestem niezmiernie podekscytowana i wzruszona jednocześnie. Coś co do tej pory zalegało w szufladzie mego życia zarówno w przenośni jak i rzeczywistości pojawi się na nowo w przestrzeni publicznej, uzyska światło i tchnienie o którym wcześniej tylko marzyłam... Jeśli czytają to moi Znajomi, Przyjaciele to, od co najmniej trzydziestu sekund przecierają oczy ze zdumienia. Ja wieczny opozycjonista informatyczny, traktujący komputer wyłącznie, jako maszynę do pisania, ja Anna tworzę własnego bloga… Miejcie mnie w swej opiece, troskliwi bliscy i dalsi sprzymierzeńcy… Ps. To prostokątne ustrojstwo z czarnymi klawiszami nie jest niestety mym sprzymierzeńcem, nawet chłodnym znajomym... Dlatego wszystko co staje się naszym wspólnym udziałem, proszę traktować na zasadzie życiowego przeciągania liny. Sama nie mogę uwierzyć, że tak oto tu jestem...

Dodaj komentarz