Robota zwana krecią…

Przycupnąć chciała gdzieś pani
Od tak bez zobowiązań,
Na końcu długiej kolejki
Wniosków, planów i doznań…

Nie jest w stanie wytrzymać
Mlaszcze, trzeszczy, spoziera..
I wciąż wyprzedza ją własna
Nadludzka, spierzchniała cholera…

Co by tu zrobić jeszcze…
Nikt mnie nie dojrzy na końcu,
Poskarżę się pani w klasie
I jeszcze może jej ojcu…

Podsunę niby przypadkiem
Udając troskę nad wyraz,
Dwa rozwiązania gładkie
I trzecie, co serce rozrywa…

Zupełnie tak od niechcenia
Zupełnie niechcący dla oka,
W proch niech się wszystko rozpadnie,
Tak ludzka ze mnie macocha…

Pan Bóg oczy przeciera
Gdzie ziemia, piekło dziś teraz…?
A ta na końcu kolejki..
Wskrzeszona przez Lucyfera…????

Nie tak marny człowiecze
Nie tak się serca podnosi,
Karę nakładam na ciebie
Po kres będziesz żyć w złej ciemności!!!

Zwierzę z natury szlachetne
Stanie się twoim obrazem,
Robisz krecia robotę
Staniesz się jego ołtarzem…

Niech przez miliony lat ludzkich
Ludzie mają pożytek
Z podkopów które wciąż tworzysz…
Na swój,wyłączny użytek…

Zdjęcie zaczerpnięte z Sieci 🌿

Opublikowane przez annadruszcz

O sobie… O sobie najtrudniej powiedzieć… Z zamiłowania i wyboru pedagog, terapeuta, resocjalizator i skrobacz papieru oraz nałogowy student. Uwielbiam edukację własną i tę, którą podaję innym! Odkąd pamiętam pisałam, zawsze wyłącznie to, co stanowiło dla mnie ogromną wartość, to, przy czym nie byłam w stanie utrzymać równowagi, co powodowało, iż unoszę się nad powierzchnią i to, co wbijało mnie w najgłębsze otchłanie niebytu… Pisanie to nieodzowny konglomerat trzydziestoletniego długopisu, papieru, tego z kategorii serdecznych, i mojej osoby… Za kilka tygodni zostanie wydany mój pierwszy tomik poezji noszący tytuł: Codzienności dziennik intymny, jestem niezmiernie podekscytowana i wzruszona jednocześnie. Coś co do tej pory zalegało w szufladzie mego życia zarówno w przenośni jak i rzeczywistości pojawi się na nowo w przestrzeni publicznej, uzyska światło i tchnienie o którym wcześniej tylko marzyłam... Jeśli czytają to moi Znajomi, Przyjaciele to, od co najmniej trzydziestu sekund przecierają oczy ze zdumienia. Ja wieczny opozycjonista informatyczny, traktujący komputer wyłącznie, jako maszynę do pisania, ja Anna tworzę własnego bloga… Miejcie mnie w swej opiece, troskliwi bliscy i dalsi sprzymierzeńcy… Ps. To prostokątne ustrojstwo z czarnymi klawiszami nie jest niestety mym sprzymierzeńcem, nawet chłodnym znajomym... Dlatego wszystko co staje się naszym wspólnym udziałem, proszę traktować na zasadzie życiowego przeciągania liny. Sama nie mogę uwierzyć, że tak oto tu jestem...

Dodaj komentarz