Nie o Tobie…

Anioł kierunek pomylił , bliżej mu było do nieba…
A ja wciąż na swoich rozstajach z napisem: tego mi właśnie potrzeba…
Biegł ten Anioł przez chwilę, głowy ku mnie nie zwrócił
Tamto takie świetliste, ciężko do łez znów powrócić…

I jeszcze na ten dodatek, co przecież tak jest zbyteczny…
Zostawił napis na ziemi:  serdecznych, koniecznie  bardzo serdecznych….!!!!

To nic, że skrzydła w potrzebie, i dłonie drżące na wietrze…
Łzy za szybą w takt mokną, choć przecież nie widać ich jeszcze …

I pani, ta w kapeluszu, i pan co głaski rozdaje…
Wyszli anioła powitać, na tamte nieludzkie rozstaje….
A ty ? Przecież masz wszystko obce,
I kamień i skrzydła Anioła…
I czemu tak bez pamięci, wciąż o coś do nieba wołasz…???

Nie słyszysz kolęda za oknem, gdzieś obok w tym innym kraju
A ty na deszczu wciąż mokniesz, resztki serca rozdając…

Wszak umówiłeś się przecież,  na bezszelestność swych pragnień…
Na bezpaństwowość swych dążeń…
Choćby i tych w wyobraźni…

Gdzieś muzyka w oddali , ktoś kolędę zaczyna…
I chwali mu się,  dodaje….
A Ty znów płakać zaczynasz…???
Przecież zza szyby nie boli…
Pan obrazki przesyła…
Lulaj, że lulaj, a ona…? Wciąż nie śpi niegrzeczna Dziecina….

Po co komu twe smutki, one gorzkie od środka, nawet Anioł przydrożny uciekł, by ciebie nie spotkać…
Wytłumaczyłaś już wszystko, plasterki na rany wycinasz…
A twój krwotok? Co z Tobą?
Ile po ludzku wytrzymasz….???
Udajesz wciąż bez pamięci, że oczy nie widzą, nie czują….
Tyle było gdy dałaś, zwroty tak wiele kosztują …
I lustra tak zawstydzone, włosy z głowy rwą sobie…
Można tak ..? Ile razy…?
Czy tylko jednej osobie…?

Światełka, szelesty tęsknoty…
Migają w słonej potrzebie….
Ile razy tak będzie, Ty Panie musisz to wiedzieć…!!!

Mówisz, że rzeczywistość wciąż cudza, inna,  i obca…
Listonosz kartki przynosi, a w nich stada ludzkich autostrad….

Jak łatwo napisać o Boże, podpis złożyć na wietrze…
Patrzysz jeszcze do lustra…?
A gdzie masz to szumne serce…??
To, co żali się Bogu, kiedy z losem się zżyma…
To w cudownym podpisie, gdy pies tego już nie wytrzyłał…
Jak  łatwo  ubolewania, przez szybę ludziom wychodza….

Jakiś ty biedny człowieku….
I nie ma przy tobie NIKOGO….

Opublikowane przez annadruszcz

O sobie… O sobie najtrudniej powiedzieć… Z zamiłowania i wyboru pedagog, terapeuta, resocjalizator i skrobacz papieru oraz nałogowy student. Uwielbiam edukację własną i tę, którą podaję innym! Odkąd pamiętam pisałam, zawsze wyłącznie to, co stanowiło dla mnie ogromną wartość, to, przy czym nie byłam w stanie utrzymać równowagi, co powodowało, iż unoszę się nad powierzchnią i to, co wbijało mnie w najgłębsze otchłanie niebytu… Pisanie to nieodzowny konglomerat trzydziestoletniego długopisu, papieru, tego z kategorii serdecznych, i mojej osoby… Za kilka tygodni zostanie wydany mój pierwszy tomik poezji noszący tytuł: Codzienności dziennik intymny, jestem niezmiernie podekscytowana i wzruszona jednocześnie. Coś co do tej pory zalegało w szufladzie mego życia zarówno w przenośni jak i rzeczywistości pojawi się na nowo w przestrzeni publicznej, uzyska światło i tchnienie o którym wcześniej tylko marzyłam... Jeśli czytają to moi Znajomi, Przyjaciele to, od co najmniej trzydziestu sekund przecierają oczy ze zdumienia. Ja wieczny opozycjonista informatyczny, traktujący komputer wyłącznie, jako maszynę do pisania, ja Anna tworzę własnego bloga… Miejcie mnie w swej opiece, troskliwi bliscy i dalsi sprzymierzeńcy… Ps. To prostokątne ustrojstwo z czarnymi klawiszami nie jest niestety mym sprzymierzeńcem, nawet chłodnym znajomym... Dlatego wszystko co staje się naszym wspólnym udziałem, proszę traktować na zasadzie życiowego przeciągania liny. Sama nie mogę uwierzyć, że tak oto tu jestem...

Dodaj komentarz