Gdzieś…

Gdzieś w Krakowie na rynku o świcie
Dłonie splotły marzenia w uścisku,
Jakby żyjąc, rozpocząć znów nowe…
Choć wciąż dalej do skrzydeł na przyszłość…

Tylko deszczu zabrakło przezornie
By zostało coś szczęściu na potem,
Jeden blask jeśli mowa o blasku
Krople serca co wiąż mają ochotę…

Pod balkonem marny Romeo
Usiłował swe pieśni z pamięci
Ofiarować Julii z przeszłości,
Tylko czas jakby nie miał już chęci…

Dalej snuli się ludzie niepewni
Zadziwieni własnym wyborem,
W dłoni drżącej kawałek cud przędzy
Aby wrócić do siebie znów w porę…

Taki miraż z mgieł marzeń dalekich
Co na pociąg spóźniają się stale…
Albo cel mają własny ukryty…
By choć dzień z niepamięci odnaleźć…

Kalendarze z cosiem i za coś…
Bukmacherskie zakłady stawiają,
Jedna chwila skradziona ukradkiem
Jedna, co wciąż żyje za całość…

Opublikowane przez annadruszcz

O sobie… O sobie najtrudniej powiedzieć… Z zamiłowania i wyboru pedagog, terapeuta, resocjalizator i skrobacz papieru oraz nałogowy student. Uwielbiam edukację własną i tę, którą podaję innym! Odkąd pamiętam pisałam, zawsze wyłącznie to, co stanowiło dla mnie ogromną wartość, to, przy czym nie byłam w stanie utrzymać równowagi, co powodowało, iż unoszę się nad powierzchnią i to, co wbijało mnie w najgłębsze otchłanie niebytu… Pisanie to nieodzowny konglomerat trzydziestoletniego długopisu, papieru, tego z kategorii serdecznych, i mojej osoby… Za kilka tygodni zostanie wydany mój pierwszy tomik poezji noszący tytuł: Codzienności dziennik intymny, jestem niezmiernie podekscytowana i wzruszona jednocześnie. Coś co do tej pory zalegało w szufladzie mego życia zarówno w przenośni jak i rzeczywistości pojawi się na nowo w przestrzeni publicznej, uzyska światło i tchnienie o którym wcześniej tylko marzyłam... Jeśli czytają to moi Znajomi, Przyjaciele to, od co najmniej trzydziestu sekund przecierają oczy ze zdumienia. Ja wieczny opozycjonista informatyczny, traktujący komputer wyłącznie, jako maszynę do pisania, ja Anna tworzę własnego bloga… Miejcie mnie w swej opiece, troskliwi bliscy i dalsi sprzymierzeńcy… Ps. To prostokątne ustrojstwo z czarnymi klawiszami nie jest niestety mym sprzymierzeńcem, nawet chłodnym znajomym... Dlatego wszystko co staje się naszym wspólnym udziałem, proszę traktować na zasadzie życiowego przeciągania liny. Sama nie mogę uwierzyć, że tak oto tu jestem...

Dodaj komentarz