Nauczyłeś śpiewać kamienie I ramiona wyciągać do nieba… Czasem byłeś prostym złodziejem… Czasem cząstką wiecznego chleba…
I pozostał kamień bez Ciebie Ni go kopnąć Ni sercu darować Jak mam żyć bez Ciebie, już nie wiem…. Nawet gorzej bez Ciebie chorować…
Dzisiaj Basia na spacer jechała… Zamiast kwiatów, mówi od Ciebie…. Czy Ty Boże w tym niebie niebieskim Nie masz żalu… Pewnie nie masz.. Choć sama już dzisiaj nie wiem…??
Tyle chciałam jeszcze powiedzieć I usłyszeć tyle od Ciebie… Wiosna idzie, szczeście się rodzi… Jak je nazwać teraz bez Ciebie…?
Wiesz, chcę przyjechać w lipcu do Ciebie Będę mówić o tym co było, Jakim jestem wielkim szczęściarzem I że dalej nie znam, co znaczy miłość…
Wiem czym przyjaźń, czym słońce i niebo I kim starszy brat tu na ziemi, I jak tęsknić umiem szalenie Nawet kiedy świat się zieleni …
Uczę siebie słów Twoich na pamięć Czasem echo powtarza za Ciebie: Słuchaj no…Ty…pani ładna… Sama przecież powinnaś to wiedzieć…
Budzą we śnie, mnie słowa od Ciebie I ten żal rozmów przerwanych… Tyle jeszcze chciałam powiedzieć Tyle myśli wciąż niezapisanych….
O sobie…
O sobie najtrudniej powiedzieć…
Z zamiłowania i wyboru pedagog, terapeuta, resocjalizator i skrobacz papieru oraz nałogowy student.
Uwielbiam edukację własną i tę, którą podaję innym!
Odkąd pamiętam pisałam, zawsze wyłącznie to, co stanowiło dla mnie ogromną wartość, to, przy czym nie byłam w stanie utrzymać równowagi, co powodowało, iż unoszę się nad powierzchnią i to, co wbijało mnie w najgłębsze otchłanie niebytu…
Pisanie to nieodzowny konglomerat trzydziestoletniego długopisu, papieru, tego z kategorii serdecznych, i mojej osoby…
Za kilka tygodni zostanie wydany mój pierwszy tomik poezji noszący tytuł: Codzienności dziennik intymny, jestem niezmiernie podekscytowana i wzruszona jednocześnie. Coś co do tej pory zalegało w szufladzie mego życia zarówno w przenośni jak i rzeczywistości pojawi się na nowo w przestrzeni publicznej, uzyska światło i tchnienie o którym wcześniej tylko marzyłam...
Jeśli czytają to moi Znajomi, Przyjaciele to, od co najmniej trzydziestu sekund przecierają oczy ze zdumienia.
Ja wieczny opozycjonista informatyczny, traktujący komputer wyłącznie, jako maszynę do pisania, ja Anna tworzę własnego bloga…
Miejcie mnie w swej opiece, troskliwi bliscy i dalsi sprzymierzeńcy…
Ps.
To prostokątne ustrojstwo z czarnymi klawiszami nie jest niestety mym sprzymierzeńcem, nawet chłodnym znajomym...
Dlatego wszystko co staje się naszym wspólnym udziałem, proszę traktować na zasadzie życiowego przeciągania liny.
Sama nie mogę uwierzyć, że tak oto tu jestem...
Zobacz więcej wpisów