Echo…

Wczoraj zadzwonił telefon
A może dzwoniło to echo…
Na stacji zbolałych marzeń
Sen się śnił, chcąc się zdarzyć…

Stał w korytarzu niewielkim
W dłoniach trzymając muszelki,
A może kamienie i piasek…
Z mchem z zapomnianych poddaszy…

Dobrze, że wczoraj dzwoniłeś…
Opowiadając jak żyjesz
Że dom i pracy tak wiele,
I w cieniu wciąż przyjaciele …

Że mało dni wyczekanych…
Na progach bledszych, zaspanych,
Że trawy zajęte wciąż rosą…
I nikt nie chadza już boso….

Listonosz omija z grzeczności
Drogę skamieniałości…
Ludzkich westchnień rozdroża
I niewygodny wciąż pożar…

A ja ukołyszę twą szyję
Sprawdzę czy świerszcz w trawie żyje…
Zakocham zielenie przypadkiem
Zostawię swe niedostatki….

Szpilki na stopy założę
I dalej mój wielki Boże,
Będę na przekór przewrotnie
Częstować sny pod mym oknem….

Melodię ułożę świąteczną
Ze zbytków własnych i cudzych
Rozpalę naiwną serdeczność
By szarość nie chciała jej zburzyć….

I dłonie splotę parami
Tworząc z nich ziemski aksamit,
I ramion dwie kiście zachowam
By w deszczu w nie się pochować….
(AD.)

Opublikowane przez annadruszcz

O sobie… O sobie najtrudniej powiedzieć… Z zamiłowania i wyboru pedagog, terapeuta, resocjalizator i skrobacz papieru oraz nałogowy student. Uwielbiam edukację własną i tę, którą podaję innym! Odkąd pamiętam pisałam, zawsze wyłącznie to, co stanowiło dla mnie ogromną wartość, to, przy czym nie byłam w stanie utrzymać równowagi, co powodowało, iż unoszę się nad powierzchnią i to, co wbijało mnie w najgłębsze otchłanie niebytu… Pisanie to nieodzowny konglomerat trzydziestoletniego długopisu, papieru, tego z kategorii serdecznych, i mojej osoby… Za kilka tygodni zostanie wydany mój pierwszy tomik poezji noszący tytuł: Codzienności dziennik intymny, jestem niezmiernie podekscytowana i wzruszona jednocześnie. Coś co do tej pory zalegało w szufladzie mego życia zarówno w przenośni jak i rzeczywistości pojawi się na nowo w przestrzeni publicznej, uzyska światło i tchnienie o którym wcześniej tylko marzyłam... Jeśli czytają to moi Znajomi, Przyjaciele to, od co najmniej trzydziestu sekund przecierają oczy ze zdumienia. Ja wieczny opozycjonista informatyczny, traktujący komputer wyłącznie, jako maszynę do pisania, ja Anna tworzę własnego bloga… Miejcie mnie w swej opiece, troskliwi bliscy i dalsi sprzymierzeńcy… Ps. To prostokątne ustrojstwo z czarnymi klawiszami nie jest niestety mym sprzymierzeńcem, nawet chłodnym znajomym... Dlatego wszystko co staje się naszym wspólnym udziałem, proszę traktować na zasadzie życiowego przeciągania liny. Sama nie mogę uwierzyć, że tak oto tu jestem...

Dodaj komentarz