Mateńko…

Jakie to będzie jutro…
Dziś już Cię nie ma Mateczko…
A czas, czas zupełnie spokojnie
Bawi się życia zawleczką…

Na kredensie pożółkły
Brulion, co lat ma tak wiele,
A w nim tysiące przepisów…
Choć zbrakło jak przeżyć niedzielę…

Pierwszą niedzielę bez Ciebie
I bez wspólnego obiadu,
Bez kompotu z czereśni
I na obrusie bez składu…

Krzysztof postawił talerze…
Trzy jak zawsze bywało…
A dziś po raz pierwszy za dużo…
Choć nam Matulu za mało…

Matematyczne potyczki
Komu dołożyć ziemniaków…
I cisza,  co ciszę wyśmiewa
A z nią gołębie na dachu…

Wiesz…

Nie zapytałam Cię jeszcze
O kompot z suszu na święta…
I o to danie ze śledzi…
Kto by składniki spamiętał….

A obrus ten na Wielkanoc
Ten z kurczakami na łące…
Krochmalić go i prasować
I kto powyciąga końce…???

A w życiu moja Mateńko
Co ważniejsze i kiedy…?
Tak pamiętam , że tamto…
To od największej biedy…

Do kogo będę się spieszyć
Gdy wyjdę spóźniona po pracy,
I kto tak dzielnie znów będzie
Każdy mój smutek tłumaczył…

A łzy Matulu kochana…
Czy łzy będą tesknić samotnie…
A deszcz czy będzie wciąż padał
W sercu i czasem za oknem…

Proszę nie odchodź daleko…
Bezpieczniej gdy Jesteś tu z nami…
Zgasło dziś Twoje światło…
Duszy niech tli się aksamit…

Z wyrazami szacunku, jednocząc się w bólu po stracie Mamy

Kamili i Krzysztofowi…

Opublikowane przez annadruszcz

O sobie… O sobie najtrudniej powiedzieć… Z zamiłowania i wyboru pedagog, terapeuta, resocjalizator i skrobacz papieru oraz nałogowy student. Uwielbiam edukację własną i tę, którą podaję innym! Odkąd pamiętam pisałam, zawsze wyłącznie to, co stanowiło dla mnie ogromną wartość, to, przy czym nie byłam w stanie utrzymać równowagi, co powodowało, iż unoszę się nad powierzchnią i to, co wbijało mnie w najgłębsze otchłanie niebytu… Pisanie to nieodzowny konglomerat trzydziestoletniego długopisu, papieru, tego z kategorii serdecznych, i mojej osoby… Za kilka tygodni zostanie wydany mój pierwszy tomik poezji noszący tytuł: Codzienności dziennik intymny, jestem niezmiernie podekscytowana i wzruszona jednocześnie. Coś co do tej pory zalegało w szufladzie mego życia zarówno w przenośni jak i rzeczywistości pojawi się na nowo w przestrzeni publicznej, uzyska światło i tchnienie o którym wcześniej tylko marzyłam... Jeśli czytają to moi Znajomi, Przyjaciele to, od co najmniej trzydziestu sekund przecierają oczy ze zdumienia. Ja wieczny opozycjonista informatyczny, traktujący komputer wyłącznie, jako maszynę do pisania, ja Anna tworzę własnego bloga… Miejcie mnie w swej opiece, troskliwi bliscy i dalsi sprzymierzeńcy… Ps. To prostokątne ustrojstwo z czarnymi klawiszami nie jest niestety mym sprzymierzeńcem, nawet chłodnym znajomym... Dlatego wszystko co staje się naszym wspólnym udziałem, proszę traktować na zasadzie życiowego przeciągania liny. Sama nie mogę uwierzyć, że tak oto tu jestem...

Dodaj komentarz