Czekaniem jesteś…

Wśród papeterii własnych marzeń,
Aby nam chciało się wydarzyć…
Byś zasługiwał na te słowa:
Jesteś czekaniem, choć…od nowa…,
Niedokończonym zbiorem myśli…
Snem, co się jeszcze kiedyś ziści
Uchylonymi jesteś drzwiami…
Zefirem, co po stokroć mami.
Jesteś, poniedziałkową środą w piątek,
Treścią, co nasyciła wątek…
Sukienką z metką, choć bez szpilek
Która ma dobrą być przez chwilę…
Warkoczem jesteś cudowności
Wyprawą w gości bez żałości…
I odpowiedzią na wczorajsze…
Nawet gdy rankiem czujesz rańsze..
Bursztynem wymarzonym jeszcze…
No i powietrzem, mym powietrzem?!
Złością dziewczynki tuż pod sklepem
Mamą, co zawsze wie, że lepiej…
Okrzykiem głośnym na ulicy..
Milczeniem, żalem baletnicy
Sznurem korali zapomnianych…
Ogniem, co jeszcze wciąż się pali…
Wycinkiem z gazet, Twoim zdjęciem
Takim zaklęciem przed zniknięciem,
Melodią walca, czasem tanga…
Oczekiwaniem na krużgankach,
Workiem słodyczy przestarzałych
Treścią szlachetnych choć przebrzmiałych….
Znaczkiem w klaserze za dwa złote…
I odpowiedzią na to: potem…
Rozmową krótką przez telefon…
Napęczniałością wielu tęsknot..
Litanią o niezgodnej treści…
I tego co ma się wciąż zmieścić
Żalem,
Radością,
Wschodem słońca,
Początkiem,
I wspomnieniem końca…
Odgłosem kroków tam na schodach…
Tego, co wiecznie było szkoda…

Autor zdjęcia: Marzena Żak 🌿

Opublikowane przez annadruszcz

O sobie… O sobie najtrudniej powiedzieć… Z zamiłowania i wyboru pedagog, terapeuta, resocjalizator i skrobacz papieru oraz nałogowy student. Uwielbiam edukację własną i tę, którą podaję innym! Odkąd pamiętam pisałam, zawsze wyłącznie to, co stanowiło dla mnie ogromną wartość, to, przy czym nie byłam w stanie utrzymać równowagi, co powodowało, iż unoszę się nad powierzchnią i to, co wbijało mnie w najgłębsze otchłanie niebytu… Pisanie to nieodzowny konglomerat trzydziestoletniego długopisu, papieru, tego z kategorii serdecznych, i mojej osoby… Za kilka tygodni zostanie wydany mój pierwszy tomik poezji noszący tytuł: Codzienności dziennik intymny, jestem niezmiernie podekscytowana i wzruszona jednocześnie. Coś co do tej pory zalegało w szufladzie mego życia zarówno w przenośni jak i rzeczywistości pojawi się na nowo w przestrzeni publicznej, uzyska światło i tchnienie o którym wcześniej tylko marzyłam... Jeśli czytają to moi Znajomi, Przyjaciele to, od co najmniej trzydziestu sekund przecierają oczy ze zdumienia. Ja wieczny opozycjonista informatyczny, traktujący komputer wyłącznie, jako maszynę do pisania, ja Anna tworzę własnego bloga… Miejcie mnie w swej opiece, troskliwi bliscy i dalsi sprzymierzeńcy… Ps. To prostokątne ustrojstwo z czarnymi klawiszami nie jest niestety mym sprzymierzeńcem, nawet chłodnym znajomym... Dlatego wszystko co staje się naszym wspólnym udziałem, proszę traktować na zasadzie życiowego przeciągania liny. Sama nie mogę uwierzyć, że tak oto tu jestem...

Dodaj komentarz