Z kalendarza…

Późno w nocy odczytuje wiadomość w Mesenger, żartobliwa scenka rodzajowa na którą nie odpowiadam, no bo niby jak…?
Wiem czemu służy ta zaczepka, wiem i nie starcza mi sił aby powiedzieć będzie dobrze..
Bo niby skąd ja mam to wiedzieć..?
Nie stać mnie, jak zawsze nie stać mnie na kłamstwo, za bardzo szanuję autora wiadomości…
A na prawdę..? Choć czym ona, a kim ja abym ośmieliła się serwować ją komukolwiek…
Pozostawienie treści bez odpowiedzi samo w sobie nie zostało samotne, tłucze się w mej piersi i myślach nie pozwalając zasnąć.. Szukam usprawiedliwienia dla własnego milczenia i nie znajduję równoważonego ciężaru gatunkowego…
Czy nie prościej byłoby nie czuć? Czy nie łatwiej byłoby nie widzieć… Po co komu ciężary których udźwignąć nie sposób… Po co obecność złośliwych wskazówek zegara…? Jest czwarta.
O świcie odczytuje kolejną wiadomość, rozmawiamy szukając ,,umniejszeń” rzeczywistości, do perfekcji mamy opanowane pobłożanie losowi…
Mając autora treści życia za podstarzałego idiotę.
Mierzymy odległości, gdyby to było 100 może 150 km, dałabym radę, a tak…? Owo ,,tak” urasta do rangi usprawiedliwienia, które niestety nie zdejmuje z duszy drugiego człowieka ciężaru który go przygniata…Gdzieś za plecami wybrzmiewa echo przebrzydłości, szeptem powtarzających się słów: całego świata nie uratujesz…, Przestań…
Nie chcę ratować całego świata, chcę móc pomóc Tej, ważnej dla mnie osobie…
Czy Ona ma świadomość mego chcenia…? Miotania się…? Choć to tylko powietrze…
Obiecała mi dziś, że będzie malować…
Namaluj, namaluj błagam własne szczęście z bezterminową przydatnością do spożycia..
Weź w dłonie pędzel, który naniesie na płótno jaskrawe promienie radości, porwie prawdę kalendarzy i zawrze choć z diabłem pakt na spokojność Twojego serca…
(AD )
Przeczytaj proszę…

Opublikowane przez annadruszcz

O sobie… O sobie najtrudniej powiedzieć… Z zamiłowania i wyboru pedagog, terapeuta, resocjalizator i skrobacz papieru oraz nałogowy student. Uwielbiam edukację własną i tę, którą podaję innym! Odkąd pamiętam pisałam, zawsze wyłącznie to, co stanowiło dla mnie ogromną wartość, to, przy czym nie byłam w stanie utrzymać równowagi, co powodowało, iż unoszę się nad powierzchnią i to, co wbijało mnie w najgłębsze otchłanie niebytu… Pisanie to nieodzowny konglomerat trzydziestoletniego długopisu, papieru, tego z kategorii serdecznych, i mojej osoby… Za kilka tygodni zostanie wydany mój pierwszy tomik poezji noszący tytuł: Codzienności dziennik intymny, jestem niezmiernie podekscytowana i wzruszona jednocześnie. Coś co do tej pory zalegało w szufladzie mego życia zarówno w przenośni jak i rzeczywistości pojawi się na nowo w przestrzeni publicznej, uzyska światło i tchnienie o którym wcześniej tylko marzyłam... Jeśli czytają to moi Znajomi, Przyjaciele to, od co najmniej trzydziestu sekund przecierają oczy ze zdumienia. Ja wieczny opozycjonista informatyczny, traktujący komputer wyłącznie, jako maszynę do pisania, ja Anna tworzę własnego bloga… Miejcie mnie w swej opiece, troskliwi bliscy i dalsi sprzymierzeńcy… Ps. To prostokątne ustrojstwo z czarnymi klawiszami nie jest niestety mym sprzymierzeńcem, nawet chłodnym znajomym... Dlatego wszystko co staje się naszym wspólnym udziałem, proszę traktować na zasadzie życiowego przeciągania liny. Sama nie mogę uwierzyć, że tak oto tu jestem...

Dodaj komentarz