Opowieść o Wielkiej nocy i Wielkim Dniu…

Słońce wstało dziś wcześniej, czy spać nie mogło dziś wcale…?
Wielki dzień, Wielkiej nocy i łez kryształowe korale…
Pan ze śmiercią wygrywa, a my wciąż nieobecni…
Życzymy sobie i innym grzeczności z gruntu niegrzecznej…

Kalendarze od wspomnień ciężkie, struchlałe, pobladłe…
Wczoraj kłania się nisko przy płocie z niejednym sąsiadem…

Tylko Mama niezmienna, uśmiecha się do swych wspomnień…
Tylko – myśli tak drżące i dłonie wciąż niepokorne…
Przygotowała śniadanie, gości wszystkich przy sobie ..
Oczy po Matczynemu, snują własną opowieść…

Zupełnie nic się nie zmienia, choć włosy, dłonie i oczy…
I Tato składa życzenia, tak czule wciąż patrząc w oczy…
Dłonie w szeleście czułości, święcone podają każdemu,
I łza za wczoraj wzruszona błądzi nie wiedząc wciąż czemu…

Jakie to szczęście, że wszystkie krzesła nadal zajęte…
To największa jest radość, nazywana niezmiennie mym świętem…

Nie ma czulszego chleba, niźli z Rodziców domu…
Gdzieś w oddali żurawie niejedną tęsknotę chcą wspomóc…

Miejsce moje na ziemi, moja rodzona Smolnica…
I czas, który nie zabrał i bezpowrotnie zachwyca…

Jaśminowe ramiona, Tych którzy przed laty….
I echo jak czuły anioł wspomnień z natury skrzydlatych…
I moje życzenia, co w krzesłach zawarły swoją opowieść…
Wszystko, co sercem wciąż bije i kiedyś echu opowie…
(AD.)

Opublikowane przez annadruszcz

O sobie… O sobie najtrudniej powiedzieć… Z zamiłowania i wyboru pedagog, terapeuta, resocjalizator i skrobacz papieru oraz nałogowy student. Uwielbiam edukację własną i tę, którą podaję innym! Odkąd pamiętam pisałam, zawsze wyłącznie to, co stanowiło dla mnie ogromną wartość, to, przy czym nie byłam w stanie utrzymać równowagi, co powodowało, iż unoszę się nad powierzchnią i to, co wbijało mnie w najgłębsze otchłanie niebytu… Pisanie to nieodzowny konglomerat trzydziestoletniego długopisu, papieru, tego z kategorii serdecznych, i mojej osoby… Za kilka tygodni zostanie wydany mój pierwszy tomik poezji noszący tytuł: Codzienności dziennik intymny, jestem niezmiernie podekscytowana i wzruszona jednocześnie. Coś co do tej pory zalegało w szufladzie mego życia zarówno w przenośni jak i rzeczywistości pojawi się na nowo w przestrzeni publicznej, uzyska światło i tchnienie o którym wcześniej tylko marzyłam... Jeśli czytają to moi Znajomi, Przyjaciele to, od co najmniej trzydziestu sekund przecierają oczy ze zdumienia. Ja wieczny opozycjonista informatyczny, traktujący komputer wyłącznie, jako maszynę do pisania, ja Anna tworzę własnego bloga… Miejcie mnie w swej opiece, troskliwi bliscy i dalsi sprzymierzeńcy… Ps. To prostokątne ustrojstwo z czarnymi klawiszami nie jest niestety mym sprzymierzeńcem, nawet chłodnym znajomym... Dlatego wszystko co staje się naszym wspólnym udziałem, proszę traktować na zasadzie życiowego przeciągania liny. Sama nie mogę uwierzyć, że tak oto tu jestem...

Dodaj komentarz