Madonna…

Dzisiejsza Madonna od dziecka
Łzy rozkłada na białej pościeli,
Czasem z psem wyjdzie na spacer
Choć i on jej nie rozweseli…

Dzisiejsza Madonna nie płacze…
Tylko pranie rozwiesza zbyt mokre,
A te słone strugi rzeźbiarskie
To ta woda, co kapie za oknem…

Ta Madonna każdy dzień swój układa
Od budzika, co zły jest okrutnie,
Nie chce przestać i wciąż do niej gada
Gdy rozdaje swe razy i łupnie ..

Kuchnia, pokój, i kto jej wybaczy
Że do nut się serce wyrywa…
Dziś na przekór paznokcie maluje…
Aby stać się bardziej prawdziwa…

Telefony z nudów odbiera,
O promocjach, i o tym co w kinie…
Tylko czemu gdy spojrzy przed siebie…
Cały świat w swej małości wciąż ginie…

I znów pokój i krzesła i łóżka …
Dobrze będzie, ktoś głucho powtórzy…
A mnie bierze wciąż jasna cholera
Żaden anioł nie chce tu służyć…

Napisałam wers głuchy za wersem
I tak ślepy jak tylko być musi…
Żal…,
Tylko on ma w sobie odwagę
Aby spojrzeć w oczy A…….(I tu należy wstawić zdrobnienie Twojego imienia…)
(AD.)

Wiem, że tyle to nic…
Ale to ,,nic” jest ode mnie….

Opublikowane przez annadruszcz

O sobie… O sobie najtrudniej powiedzieć… Z zamiłowania i wyboru pedagog, terapeuta, resocjalizator i skrobacz papieru oraz nałogowy student. Uwielbiam edukację własną i tę, którą podaję innym! Odkąd pamiętam pisałam, zawsze wyłącznie to, co stanowiło dla mnie ogromną wartość, to, przy czym nie byłam w stanie utrzymać równowagi, co powodowało, iż unoszę się nad powierzchnią i to, co wbijało mnie w najgłębsze otchłanie niebytu… Pisanie to nieodzowny konglomerat trzydziestoletniego długopisu, papieru, tego z kategorii serdecznych, i mojej osoby… Za kilka tygodni zostanie wydany mój pierwszy tomik poezji noszący tytuł: Codzienności dziennik intymny, jestem niezmiernie podekscytowana i wzruszona jednocześnie. Coś co do tej pory zalegało w szufladzie mego życia zarówno w przenośni jak i rzeczywistości pojawi się na nowo w przestrzeni publicznej, uzyska światło i tchnienie o którym wcześniej tylko marzyłam... Jeśli czytają to moi Znajomi, Przyjaciele to, od co najmniej trzydziestu sekund przecierają oczy ze zdumienia. Ja wieczny opozycjonista informatyczny, traktujący komputer wyłącznie, jako maszynę do pisania, ja Anna tworzę własnego bloga… Miejcie mnie w swej opiece, troskliwi bliscy i dalsi sprzymierzeńcy… Ps. To prostokątne ustrojstwo z czarnymi klawiszami nie jest niestety mym sprzymierzeńcem, nawet chłodnym znajomym... Dlatego wszystko co staje się naszym wspólnym udziałem, proszę traktować na zasadzie życiowego przeciągania liny. Sama nie mogę uwierzyć, że tak oto tu jestem...

Dodaj komentarz