Usiadłam…

Usiadłam jak siadają kobiety, zwyczajnie pod słońce niestety…
Później zaczęłam rozbierać,
Próżne historie do zera…
Czas znów nie chciał nam służyć
I po swojemu odkurzył,
Tamto co nutą żałosną,
Zapadło w serca twe okno…
Drżące dłonie i serce, co rusz budziły wspomnienia,
Na dźwięk matczynego żalu
Co przez przypadki odmienia…
Miłość, troskę i dotyk…
I włosów figlarne wojaże
I listę największych przygód,
I stosy najczulszych marzeń…
Widzę piękną kobietą, jej dłonie, oczy i usta malowane obrazem najwierniejszego oszusta…

Czas…
A czas nie płaci rachunków, w przewadze nieuczciwości zaprasza, kobiety marzeń, by spełnić się w swej gościnności …
I ponazywa przechodniom, każdą zmarszczkę na ciele…
A jeśli to nie wystarczy, doda jej ze trzy niedziele…

Zegnie stopy i palce w sposób przez zwyczaj przejęty….
I zacznie tak po staremu, że on wciąż czuje się święty….
Że przeszedł swoje za nami, i nie rozpychał się w drodze…
Że piasek spod stóp twych usuwał, w chwilach twych niepowodzeń…
A ty marnie przytakniesz utyskując w swych myślach, byle gorzej nie było…
A starość …??

Starość,
Ot, cieplejsza to przystań…

Autor obrazu Marzena Żak 🌿

Opublikowane przez annadruszcz

O sobie… O sobie najtrudniej powiedzieć… Z zamiłowania i wyboru pedagog, terapeuta, resocjalizator i skrobacz papieru oraz nałogowy student. Uwielbiam edukację własną i tę, którą podaję innym! Odkąd pamiętam pisałam, zawsze wyłącznie to, co stanowiło dla mnie ogromną wartość, to, przy czym nie byłam w stanie utrzymać równowagi, co powodowało, iż unoszę się nad powierzchnią i to, co wbijało mnie w najgłębsze otchłanie niebytu… Pisanie to nieodzowny konglomerat trzydziestoletniego długopisu, papieru, tego z kategorii serdecznych, i mojej osoby… Za kilka tygodni zostanie wydany mój pierwszy tomik poezji noszący tytuł: Codzienności dziennik intymny, jestem niezmiernie podekscytowana i wzruszona jednocześnie. Coś co do tej pory zalegało w szufladzie mego życia zarówno w przenośni jak i rzeczywistości pojawi się na nowo w przestrzeni publicznej, uzyska światło i tchnienie o którym wcześniej tylko marzyłam... Jeśli czytają to moi Znajomi, Przyjaciele to, od co najmniej trzydziestu sekund przecierają oczy ze zdumienia. Ja wieczny opozycjonista informatyczny, traktujący komputer wyłącznie, jako maszynę do pisania, ja Anna tworzę własnego bloga… Miejcie mnie w swej opiece, troskliwi bliscy i dalsi sprzymierzeńcy… Ps. To prostokątne ustrojstwo z czarnymi klawiszami nie jest niestety mym sprzymierzeńcem, nawet chłodnym znajomym... Dlatego wszystko co staje się naszym wspólnym udziałem, proszę traktować na zasadzie życiowego przeciągania liny. Sama nie mogę uwierzyć, że tak oto tu jestem...

Dodaj komentarz