Oddam…

Oddam czucie swe,  w dobre ręce
Albo schowek po twoich ramionach
I niczego nie pragnąc więcej
Będę uczyć się jak wiatr ten pokonać…

Tak zwyczajnie odejdę od tego
Co nie warte mych odpowiedzi,
Przyzwoicie nie spytam dlaczego…?
Bez słuchania życia spowiedzi…

I zupełnie bez wiary i troski
Za to z lekką nutą fantazji
Będę struną figlarną, życiową
Kalendarze ospałe wciąż drażnić…

Zajmę się kolorami, co tęczy
Zagubiły się bezpowrotnie,
A gdy kiedyś wyprawa mnie zmęczy
Tak beztrosko przycupnę pod oknem..

Albo lepiej na jakiejś polanie
Zacznę chmury liczyć rzędami
Niech się inni martwią o życie
Mnie pochłonie niebieskie tsunami…

I na zmianę z kuzynem słowika
Co się wróblem okazał w czas deszczu          Będę liczyć źdźbła słonej trawy
Miast torować stada twych przeszkód…

I zapomnę skąd troska pochodzi
Komu dzwon bić właśnie przestaje,
I nawlekę na nić własnych wspomnień
Jarzębiny czerwone korale…

I nie będę już biec ani czekać
I parasol zgubię po drodze,
Ile można serce skostniałe
W wielkiej trosce okładać lodem…

Opublikowane przez annadruszcz

O sobie… O sobie najtrudniej powiedzieć… Z zamiłowania i wyboru pedagog, terapeuta, resocjalizator i skrobacz papieru oraz nałogowy student. Uwielbiam edukację własną i tę, którą podaję innym! Odkąd pamiętam pisałam, zawsze wyłącznie to, co stanowiło dla mnie ogromną wartość, to, przy czym nie byłam w stanie utrzymać równowagi, co powodowało, iż unoszę się nad powierzchnią i to, co wbijało mnie w najgłębsze otchłanie niebytu… Pisanie to nieodzowny konglomerat trzydziestoletniego długopisu, papieru, tego z kategorii serdecznych, i mojej osoby… Za kilka tygodni zostanie wydany mój pierwszy tomik poezji noszący tytuł: Codzienności dziennik intymny, jestem niezmiernie podekscytowana i wzruszona jednocześnie. Coś co do tej pory zalegało w szufladzie mego życia zarówno w przenośni jak i rzeczywistości pojawi się na nowo w przestrzeni publicznej, uzyska światło i tchnienie o którym wcześniej tylko marzyłam... Jeśli czytają to moi Znajomi, Przyjaciele to, od co najmniej trzydziestu sekund przecierają oczy ze zdumienia. Ja wieczny opozycjonista informatyczny, traktujący komputer wyłącznie, jako maszynę do pisania, ja Anna tworzę własnego bloga… Miejcie mnie w swej opiece, troskliwi bliscy i dalsi sprzymierzeńcy… Ps. To prostokątne ustrojstwo z czarnymi klawiszami nie jest niestety mym sprzymierzeńcem, nawet chłodnym znajomym... Dlatego wszystko co staje się naszym wspólnym udziałem, proszę traktować na zasadzie życiowego przeciągania liny. Sama nie mogę uwierzyć, że tak oto tu jestem...

Dodaj komentarz