Łokciem poupychane…

Cudowna, kochana, najlepsza….
Taka, co z wiersza, powietrza
I ta sprzed czwartej nad ranem,
Gdy droczy się z niewyspaniem…

Ta z filiżanką herbaty
Na progu własnego domu,
I ta, co trudne tematy
Zamyka w prośby do Bogów…

Ta od złotego środka
I od zdarzeń prawdziwych….
Ta, co wyraz szczęśliwy
Rozdaje na targu kąśliwych…

Ta z walizką po brzegi
Wypakowaną czułością…,
I ta na wielką litość,
A może na litość boską…?

Ta od telefonu, pomiędzy drugą, a trzecią
Od słów: dlaczego nie śpisz…?
Spójrz,
Gwiazdom oczy się świecą…

Ta od łez i od chleba
I od bigosu w słoikach…
I ta , co gdy boli mniej
Nie zostawia, nie znika…!!!

Ta od danego słowa i od żalu w kieszeniach…
Od tańca w strumieniach deszczu,
I od złotego promienia…

Ta od szpilek, korali , oczu czujących zbyt wiele…
Od kilometrów z oddali…..
I od szelestów w niedzielę…

Usłyszała przypadkiem:
Kochana, cudowna, najlepsza…
Martwiła się, co z tym zrobić…
Upchnęła łokciem w swych wierszach…

Opublikowane przez annadruszcz

O sobie… O sobie najtrudniej powiedzieć… Z zamiłowania i wyboru pedagog, terapeuta, resocjalizator i skrobacz papieru oraz nałogowy student. Uwielbiam edukację własną i tę, którą podaję innym! Odkąd pamiętam pisałam, zawsze wyłącznie to, co stanowiło dla mnie ogromną wartość, to, przy czym nie byłam w stanie utrzymać równowagi, co powodowało, iż unoszę się nad powierzchnią i to, co wbijało mnie w najgłębsze otchłanie niebytu… Pisanie to nieodzowny konglomerat trzydziestoletniego długopisu, papieru, tego z kategorii serdecznych, i mojej osoby… Za kilka tygodni zostanie wydany mój pierwszy tomik poezji noszący tytuł: Codzienności dziennik intymny, jestem niezmiernie podekscytowana i wzruszona jednocześnie. Coś co do tej pory zalegało w szufladzie mego życia zarówno w przenośni jak i rzeczywistości pojawi się na nowo w przestrzeni publicznej, uzyska światło i tchnienie o którym wcześniej tylko marzyłam... Jeśli czytają to moi Znajomi, Przyjaciele to, od co najmniej trzydziestu sekund przecierają oczy ze zdumienia. Ja wieczny opozycjonista informatyczny, traktujący komputer wyłącznie, jako maszynę do pisania, ja Anna tworzę własnego bloga… Miejcie mnie w swej opiece, troskliwi bliscy i dalsi sprzymierzeńcy… Ps. To prostokątne ustrojstwo z czarnymi klawiszami nie jest niestety mym sprzymierzeńcem, nawet chłodnym znajomym... Dlatego wszystko co staje się naszym wspólnym udziałem, proszę traktować na zasadzie życiowego przeciągania liny. Sama nie mogę uwierzyć, że tak oto tu jestem...

Dodaj komentarz