W starym jak świat albumie, pomiędzy tkliwością i światłem, Rodzi się miejsce zielone dla duszy czułej, ostatniej, Uczysz mnie wciąż alfabetu, inaczej, tak po swojemu… Tamto odkładasz na półkę z napisem po co i czemu…
Zupełnie nie umiem zrozumieć mądrości, co przyszła od Ciebie Tyle w Tobie czułości, w tym twoim życiowym niebie… Patrzysz przez pryzmat swych dłoni , przez tkliwość ramion i serca .. Z szybkością pędzących koni, dobroć wklejasz w lusterka…
I opatrujesz me rany, serdecznym darem od losu, W kopertach czule układasz, drżący od trosk święty spokój… Rozpalasz na końcu świata, ognisko czulsze niż serce… W głos światu darujesz me zdania, nie chcąc od życia nic więcej…
I tylko czasem zwyczajnie, w chwili deszczu, powodzi… Gdy łzy po szybach spływają, gdy pytam o co znów chodzi…??? Dlaczego jesteś daleko, nie sposób dni naszych spamiętać… Znaczysz w złych kalendarzach, czułości życiowej święta…
Powtarzam tak bez pamięci, gesty jak w starym kinie… Melodię zdarzeń wczorajszych, o jednej smutnej dziewczynie… A potem zwyczajnie o świcie, oczy przecieram zdumione… Dzień nowy zakładam wraz z szalem, wciąż licząc to swoje zielone…
O sobie…
O sobie najtrudniej powiedzieć…
Z zamiłowania i wyboru pedagog, terapeuta, resocjalizator i skrobacz papieru oraz nałogowy student.
Uwielbiam edukację własną i tę, którą podaję innym!
Odkąd pamiętam pisałam, zawsze wyłącznie to, co stanowiło dla mnie ogromną wartość, to, przy czym nie byłam w stanie utrzymać równowagi, co powodowało, iż unoszę się nad powierzchnią i to, co wbijało mnie w najgłębsze otchłanie niebytu…
Pisanie to nieodzowny konglomerat trzydziestoletniego długopisu, papieru, tego z kategorii serdecznych, i mojej osoby…
Za kilka tygodni zostanie wydany mój pierwszy tomik poezji noszący tytuł: Codzienności dziennik intymny, jestem niezmiernie podekscytowana i wzruszona jednocześnie. Coś co do tej pory zalegało w szufladzie mego życia zarówno w przenośni jak i rzeczywistości pojawi się na nowo w przestrzeni publicznej, uzyska światło i tchnienie o którym wcześniej tylko marzyłam...
Jeśli czytają to moi Znajomi, Przyjaciele to, od co najmniej trzydziestu sekund przecierają oczy ze zdumienia.
Ja wieczny opozycjonista informatyczny, traktujący komputer wyłącznie, jako maszynę do pisania, ja Anna tworzę własnego bloga…
Miejcie mnie w swej opiece, troskliwi bliscy i dalsi sprzymierzeńcy…
Ps.
To prostokątne ustrojstwo z czarnymi klawiszami nie jest niestety mym sprzymierzeńcem, nawet chłodnym znajomym...
Dlatego wszystko co staje się naszym wspólnym udziałem, proszę traktować na zasadzie życiowego przeciągania liny.
Sama nie mogę uwierzyć, że tak oto tu jestem...
Zobacz więcej wpisów