Na zawsze…

Na zawsze – waży tak dużo
I brodzi po kostki w kałużach,
Na zawsze – nie spóźnia się nigdy
Choćby dopadła go burza …!

Na zawsze – liczy od nowa
Stracone dni i minuty,
Dba o cudze jak swoje
Choćby za małe miał buty…!

Na zawsze- rozkłada parasol
Gdy moknie dusza i serce
Układa rzewne melodie
Jak w kinie, jak w starej piosence…!

Na zawsze- parzy od wieków
Dwie filiżanki herbaty,
Ta druga stygnie – wrażliwa,
Choć dzień wciąż bywa skrzydlaty…!

Na zawsze – dokłada do pieca
W każdą chłodniejszą środę
Taszcząc pled codzienności
Z napisem: tyle, wciąż jeszcze mogę…!

Na zawsze- pachnie migdałem
Jaśminem i nutą kakao,
I jest, i nigdy nie braknie
Choć Tobie zawsze jest mało…!

Na zawsze – zawsze powtarza,
Że dzieciak, nadal jest z ciebie!
Wzrusza się ramionami…
I swojskim, razowym chlebem…!

Na zawsze trzyma w swej dłoni
Drżące chwile poranka
I patrząc uśmiecha się czulej
Na schodach własnego krużganka

Na zawsze- z pewnością słońca
Z tkliwością światła księżyca…
Staromodnie się cieszy…
A ty …?
Ty, nadal go sobą zachwycasz …

Opublikowane przez annadruszcz

O sobie… O sobie najtrudniej powiedzieć… Z zamiłowania i wyboru pedagog, terapeuta, resocjalizator i skrobacz papieru oraz nałogowy student. Uwielbiam edukację własną i tę, którą podaję innym! Odkąd pamiętam pisałam, zawsze wyłącznie to, co stanowiło dla mnie ogromną wartość, to, przy czym nie byłam w stanie utrzymać równowagi, co powodowało, iż unoszę się nad powierzchnią i to, co wbijało mnie w najgłębsze otchłanie niebytu… Pisanie to nieodzowny konglomerat trzydziestoletniego długopisu, papieru, tego z kategorii serdecznych, i mojej osoby… Za kilka tygodni zostanie wydany mój pierwszy tomik poezji noszący tytuł: Codzienności dziennik intymny, jestem niezmiernie podekscytowana i wzruszona jednocześnie. Coś co do tej pory zalegało w szufladzie mego życia zarówno w przenośni jak i rzeczywistości pojawi się na nowo w przestrzeni publicznej, uzyska światło i tchnienie o którym wcześniej tylko marzyłam... Jeśli czytają to moi Znajomi, Przyjaciele to, od co najmniej trzydziestu sekund przecierają oczy ze zdumienia. Ja wieczny opozycjonista informatyczny, traktujący komputer wyłącznie, jako maszynę do pisania, ja Anna tworzę własnego bloga… Miejcie mnie w swej opiece, troskliwi bliscy i dalsi sprzymierzeńcy… Ps. To prostokątne ustrojstwo z czarnymi klawiszami nie jest niestety mym sprzymierzeńcem, nawet chłodnym znajomym... Dlatego wszystko co staje się naszym wspólnym udziałem, proszę traktować na zasadzie życiowego przeciągania liny. Sama nie mogę uwierzyć, że tak oto tu jestem...

Dodaj komentarz