Mój dom…

Nie żegnam się z Tobą, zostaję…
To miejsce echem znaczone
Po prawej stronie dwie lipy
Po lewej ojcowskie skronie…

Nie żegnam się z Tobą, wciąż czuję…
Ramion drżące ostatki
Nuty Tych, co po śladach
I moje hiszpańskie bratki…

Nie żegnam się z Tobą, wciąż słyszę…
Pieśni na progu śpiewane
I tylko zegar się waha…
Co do twej trzeciej nad ranem…

Nie żegnam się z Tobą, smakuję…
Babcine pierogi te z miętą…
Dzień jakby przystanął
Tworząc na powrót swe święto…

Nie żegnam się z Tobą, układam…
Z kropel ścieżyny na miedzy
Dwa kamienie jak lustra
Jutrzejszej struchlałej niewiedzy…

Nie żegnam się z Tobą, poczekam…
Na jaśmin, wisterii korale
Bluszczu, dzikiego wina
Te niekończące się szale…

Nie żegnam się z Tobą, napiszę,
Że tęsknić wciąż jeszcze nie umiem
A Ty ? A Ty z niedowierzaniem
Nie będziesz mógł tego zrozumieć…

Nie żegnam się z Tobą, Tyś we mnie…
W każdym oddechu i słowie…
Ile to razy jest zawsze…?
Ile po ludzku podpowiedz…

Nie żegnam się z Tobą, wciąż znakom
Nadaję imiona za wczoraj…
Jutro, czymże jest jutro…?
Czy to ta lepsza jest pora…?

Nie żegnam się z Tobą, tak myślę…
Oddając wieczne tęsknoty…
Pióro, rzędy zaczekań
Słonawe serca stukoty…

Nie żegnam się z Tobą, bo przecież
Odległość wiecznie ujemna….
Może…, może przestanę nucić..
Toast wyszepcze do sedna.

Do sedna, do sedna, do dna….

Opublikowane przez annadruszcz

O sobie… O sobie najtrudniej powiedzieć… Z zamiłowania i wyboru pedagog, terapeuta, resocjalizator i skrobacz papieru oraz nałogowy student. Uwielbiam edukację własną i tę, którą podaję innym! Odkąd pamiętam pisałam, zawsze wyłącznie to, co stanowiło dla mnie ogromną wartość, to, przy czym nie byłam w stanie utrzymać równowagi, co powodowało, iż unoszę się nad powierzchnią i to, co wbijało mnie w najgłębsze otchłanie niebytu… Pisanie to nieodzowny konglomerat trzydziestoletniego długopisu, papieru, tego z kategorii serdecznych, i mojej osoby… Za kilka tygodni zostanie wydany mój pierwszy tomik poezji noszący tytuł: Codzienności dziennik intymny, jestem niezmiernie podekscytowana i wzruszona jednocześnie. Coś co do tej pory zalegało w szufladzie mego życia zarówno w przenośni jak i rzeczywistości pojawi się na nowo w przestrzeni publicznej, uzyska światło i tchnienie o którym wcześniej tylko marzyłam... Jeśli czytają to moi Znajomi, Przyjaciele to, od co najmniej trzydziestu sekund przecierają oczy ze zdumienia. Ja wieczny opozycjonista informatyczny, traktujący komputer wyłącznie, jako maszynę do pisania, ja Anna tworzę własnego bloga… Miejcie mnie w swej opiece, troskliwi bliscy i dalsi sprzymierzeńcy… Ps. To prostokątne ustrojstwo z czarnymi klawiszami nie jest niestety mym sprzymierzeńcem, nawet chłodnym znajomym... Dlatego wszystko co staje się naszym wspólnym udziałem, proszę traktować na zasadzie życiowego przeciągania liny. Sama nie mogę uwierzyć, że tak oto tu jestem...

Dodaj komentarz