Tęsknoty…

Sam zbuduję drabinę do nieba
Z własnych tęsknot i suszonych pragnień..
Czasem czegoś więcej mi trzeba
Moja własna bitwa o Anglię….

Niech na ósmym szczeblu od góry
Matka poda dłoń swoim dzieciom…
Zapomniała okna przysłonić
W nocy czuć z tego nieba wciąż przeciąg…

Na tym szczeblu niech chłopiec przysiądzie,
Ten, co w piłkę chciał grać, strzelać gole
Może wtedy zasłuży na piątkę
Której nie doczekał się w szkole …

Ta drabina ma szczeble szerokie
Niech przysądą na niej anioły,
Te co tylko we środę o trzeciej
Powracały wesołe ze szkoły…

I niech ojciec przycupnie tam z synem
Ucząc go najczulszego pacierza,
Tego od słów, że wierzę Syneczku,
Że ta wiara to siła i twierdza…

I niech matka tam będzie i córka
Żona z mężem i babcia od wnuczki
Sąsiad ten, co wiecznie się spóźniał
Kisząc własne z ogrodu ogórki…

Niech się w szczeble zaplata muzyka
Kołysanek dla dużych i małych
Basia głowę unosi ku słońcu
Świt na powrót zawiódł jej plany …

Niech na szczycie drabiny do nieba
Wyrastają ze szczebli ramiona,
Takie które tulą gdy trzeba
Takich, których nikt nie pokona…

I niech będą tam oczy tak czułe,
Które myśli czytają bezgłośnie…
Aby z pytań, co z ziemi wciąż tęsknią
Mogły stać się zwyczajnie radosne…

I niech wszystkie drzwi, te na progu
Pozostawią melodię lat pierwszych,
Niech w zawiasach zasną tęsknoty
Dając przestrzeń dla rodzących się wierszy…

I niech będzie można raz jeden
Wypożyczyć szale wytchnienia,
Namalować słońce w zenicie
I kalendarz, co gubi westchnienia…

Jeden dzień, jeden raz, jedna noc…

Opublikowane przez annadruszcz

O sobie… O sobie najtrudniej powiedzieć… Z zamiłowania i wyboru pedagog, terapeuta, resocjalizator i skrobacz papieru oraz nałogowy student. Uwielbiam edukację własną i tę, którą podaję innym! Odkąd pamiętam pisałam, zawsze wyłącznie to, co stanowiło dla mnie ogromną wartość, to, przy czym nie byłam w stanie utrzymać równowagi, co powodowało, iż unoszę się nad powierzchnią i to, co wbijało mnie w najgłębsze otchłanie niebytu… Pisanie to nieodzowny konglomerat trzydziestoletniego długopisu, papieru, tego z kategorii serdecznych, i mojej osoby… Za kilka tygodni zostanie wydany mój pierwszy tomik poezji noszący tytuł: Codzienności dziennik intymny, jestem niezmiernie podekscytowana i wzruszona jednocześnie. Coś co do tej pory zalegało w szufladzie mego życia zarówno w przenośni jak i rzeczywistości pojawi się na nowo w przestrzeni publicznej, uzyska światło i tchnienie o którym wcześniej tylko marzyłam... Jeśli czytają to moi Znajomi, Przyjaciele to, od co najmniej trzydziestu sekund przecierają oczy ze zdumienia. Ja wieczny opozycjonista informatyczny, traktujący komputer wyłącznie, jako maszynę do pisania, ja Anna tworzę własnego bloga… Miejcie mnie w swej opiece, troskliwi bliscy i dalsi sprzymierzeńcy… Ps. To prostokątne ustrojstwo z czarnymi klawiszami nie jest niestety mym sprzymierzeńcem, nawet chłodnym znajomym... Dlatego wszystko co staje się naszym wspólnym udziałem, proszę traktować na zasadzie życiowego przeciągania liny. Sama nie mogę uwierzyć, że tak oto tu jestem...

Dodaj komentarz