A Ludzi za idiotów mają…

Podtytuł: Piekielnie białe szaty…

W gazecie dano ogłoszenie ..
Że jest wystawa połączona…
Że pewna pani dziś nic nie wie…
Że tamta druga jest proszona…

Że to kalumnie, wyciskane…
Że one wcale się nie znają…
Że drogi nie są poznaczone…
Wciąż ludzi za idiotów mając…

Że obiecały wzajem sobie
Niczego więcej nie pamietać…
I że choć były już po słowie
Kto by chciał kłamstwa swe spamiętać…

Że przypadkowe z wyprzedzeniem
Stołki i taborety wielkie…
A one tkliwe, delikatne…
Muskają los swym zwierciadełkiem….

I tak na zmianę plotą baśnie…
Choć dzieci już ich nie słuchają…
Można…? Tak można, ale przecież…
Nie każdy szarak to wciąż zając…

Choć układanka sięga góry…
Drabina chwieje się szalenie ..
Można układać bzdury wszelkie…
Lecz czy wystarczy to wcielenie…????

Można przysięgać , czas zaklinać
Lecz woń zostanie po zgniliźnie…
Ile i kto, to jeszcze strzyma… ??
W przedkonkursowej darowiźnie…

Była już gwiazdka i promocja…
Eksterminacja ma swe ślady…!!
I tylko wciąż trwa zadaniowość…
Na próżno szukać w niej ogłady…

Na missss ten konkurs zhandlowany…
Próżno komisji szukać czystej…
Jak się nie trafi ,,koń kulawy…”
Ja ci powierzę swą checklistę…

I będą brawa i owacje…
Wspomną z trybuny o ratunku…
Tylko kto kogo tu ratuje…??
Sen z piekła rodem bez frasunku…
(AD.)

Autor zdjęcia Marzena Żak 🌿

Opublikowane przez annadruszcz

O sobie… O sobie najtrudniej powiedzieć… Z zamiłowania i wyboru pedagog, terapeuta, resocjalizator i skrobacz papieru oraz nałogowy student. Uwielbiam edukację własną i tę, którą podaję innym! Odkąd pamiętam pisałam, zawsze wyłącznie to, co stanowiło dla mnie ogromną wartość, to, przy czym nie byłam w stanie utrzymać równowagi, co powodowało, iż unoszę się nad powierzchnią i to, co wbijało mnie w najgłębsze otchłanie niebytu… Pisanie to nieodzowny konglomerat trzydziestoletniego długopisu, papieru, tego z kategorii serdecznych, i mojej osoby… Za kilka tygodni zostanie wydany mój pierwszy tomik poezji noszący tytuł: Codzienności dziennik intymny, jestem niezmiernie podekscytowana i wzruszona jednocześnie. Coś co do tej pory zalegało w szufladzie mego życia zarówno w przenośni jak i rzeczywistości pojawi się na nowo w przestrzeni publicznej, uzyska światło i tchnienie o którym wcześniej tylko marzyłam... Jeśli czytają to moi Znajomi, Przyjaciele to, od co najmniej trzydziestu sekund przecierają oczy ze zdumienia. Ja wieczny opozycjonista informatyczny, traktujący komputer wyłącznie, jako maszynę do pisania, ja Anna tworzę własnego bloga… Miejcie mnie w swej opiece, troskliwi bliscy i dalsi sprzymierzeńcy… Ps. To prostokątne ustrojstwo z czarnymi klawiszami nie jest niestety mym sprzymierzeńcem, nawet chłodnym znajomym... Dlatego wszystko co staje się naszym wspólnym udziałem, proszę traktować na zasadzie życiowego przeciągania liny. Sama nie mogę uwierzyć, że tak oto tu jestem...

Dodaj komentarz