Targane kalendarze…

Gwiazd w Twoich oczach nie zliczę
I troski o drugiej nad ranem,
I ciszy, która wciąż krzyczy
Gdy wszystko przez los potargane….

Zegarom zabieram godziny
Chowam pomiędzy strofami,
Jak tamto wczoraj…pamiętasz…?
Choć ono do dziś jeszcze mami…

Na palcach, marzenia odkrywam
Chustami tęsknot pijana…
W karawce deszcz nieco słony
I dwie krople szampana…

Może, nie wszystko stracone…
Może, warto wciąż jeszcze…???
Choć deszcz swe nokturny wygrywa…
A ja..?
Ja….., kłócić uwielbiam się z deszczem…

Mówisz, że wolę wciąż wszystko…
Z sygnaturą sprzed wieków,
Obraz olejny i szczeście
I marność pod własną powieką…

Dlaczego w swej niepamięci
Tak łatwo odbierasz mi Panie…
To, co znaczy tak wiele…
I tamto wczorajsze śniadanie…

Trzymaj mnie mocno za rękę
Naucz odmawiać pacierze…
Wiara ze strachu pobladła ..
Szepcze drżące: nie wierzę…

Nauczę się znów po swojemu
Melodii dwóch braci dębowych…
Ten jeden żyje wciąż jeszcze…
Ten drugi znaczy niebiańskie drogi…

Więc zanim zasnę napiszę…..
Trzymając w dłoni codzienność….
Było mi dane usłyszeć….
I poczuć, co znaczy jedność…
(AD.)

Opublikowane przez annadruszcz

O sobie… O sobie najtrudniej powiedzieć… Z zamiłowania i wyboru pedagog, terapeuta, resocjalizator i skrobacz papieru oraz nałogowy student. Uwielbiam edukację własną i tę, którą podaję innym! Odkąd pamiętam pisałam, zawsze wyłącznie to, co stanowiło dla mnie ogromną wartość, to, przy czym nie byłam w stanie utrzymać równowagi, co powodowało, iż unoszę się nad powierzchnią i to, co wbijało mnie w najgłębsze otchłanie niebytu… Pisanie to nieodzowny konglomerat trzydziestoletniego długopisu, papieru, tego z kategorii serdecznych, i mojej osoby… Za kilka tygodni zostanie wydany mój pierwszy tomik poezji noszący tytuł: Codzienności dziennik intymny, jestem niezmiernie podekscytowana i wzruszona jednocześnie. Coś co do tej pory zalegało w szufladzie mego życia zarówno w przenośni jak i rzeczywistości pojawi się na nowo w przestrzeni publicznej, uzyska światło i tchnienie o którym wcześniej tylko marzyłam... Jeśli czytają to moi Znajomi, Przyjaciele to, od co najmniej trzydziestu sekund przecierają oczy ze zdumienia. Ja wieczny opozycjonista informatyczny, traktujący komputer wyłącznie, jako maszynę do pisania, ja Anna tworzę własnego bloga… Miejcie mnie w swej opiece, troskliwi bliscy i dalsi sprzymierzeńcy… Ps. To prostokątne ustrojstwo z czarnymi klawiszami nie jest niestety mym sprzymierzeńcem, nawet chłodnym znajomym... Dlatego wszystko co staje się naszym wspólnym udziałem, proszę traktować na zasadzie życiowego przeciągania liny. Sama nie mogę uwierzyć, że tak oto tu jestem...

Dodaj komentarz