Gdybym się zgubić kiedyś miała…

Czy gdzieś na końcu polnej drogi
Tam gdzie się słońce z ziemią wita
Mieszkają sny te z marzeniami…
Które przestały dawno pytać….

A czy są sklepy gdzie na pułkach
Leżą równiutko ułożone
Gwiazdy, co spełnić chcą marzenia
Po każdej z zapomnianych – stronie…

A jeśli droga mnie powiedzie
Tam gdzie nikogo znać nie mogę
Czy znajdę próg i na nim człeka
Którego spytam o mą drogę..?

I jeszcze pocztę znaleźć muszę
Chcę wrzucić list do nieba skrzynki
Tak lubię pisać, w złą pogodę
Słowa smakują jak landrynki…

A czy tam rosną takie wierzby
Które do snu kołyszą dziecię,
A jeśli wiatr tam czasem wieje
Czy on układa sny poecie…?

A czy tam kwitnąć będą wrzosy?
I można będzie poczuć miłość …
Tę która nocą baśnie plecie
Nawet gdy wszystko się skończyło…

A na ulicy zapomnianej
Czy antykwariat znaleźć mogę?
Wypożyczalnię czułych ramion
Na tę chłodniejszą ciut pogodę…

I jeszcze kilka nut Chopina
Bez nich świat traci swe kolory
Bez nich dzień blednie,blaknie stale
Wydaje się naprawdę chorym..

Dwa wschody słońca, czułe dłonie
Słowa te z wtorku i soboty…
Gdybym się miała kiedyś zgubić
Chciałabym nie zapomnieć o tym…

Gdybym się kiedyś zgubić miała…

Opublikowane przez annadruszcz

O sobie… O sobie najtrudniej powiedzieć… Z zamiłowania i wyboru pedagog, terapeuta, resocjalizator i skrobacz papieru oraz nałogowy student. Uwielbiam edukację własną i tę, którą podaję innym! Odkąd pamiętam pisałam, zawsze wyłącznie to, co stanowiło dla mnie ogromną wartość, to, przy czym nie byłam w stanie utrzymać równowagi, co powodowało, iż unoszę się nad powierzchnią i to, co wbijało mnie w najgłębsze otchłanie niebytu… Pisanie to nieodzowny konglomerat trzydziestoletniego długopisu, papieru, tego z kategorii serdecznych, i mojej osoby… Za kilka tygodni zostanie wydany mój pierwszy tomik poezji noszący tytuł: Codzienności dziennik intymny, jestem niezmiernie podekscytowana i wzruszona jednocześnie. Coś co do tej pory zalegało w szufladzie mego życia zarówno w przenośni jak i rzeczywistości pojawi się na nowo w przestrzeni publicznej, uzyska światło i tchnienie o którym wcześniej tylko marzyłam... Jeśli czytają to moi Znajomi, Przyjaciele to, od co najmniej trzydziestu sekund przecierają oczy ze zdumienia. Ja wieczny opozycjonista informatyczny, traktujący komputer wyłącznie, jako maszynę do pisania, ja Anna tworzę własnego bloga… Miejcie mnie w swej opiece, troskliwi bliscy i dalsi sprzymierzeńcy… Ps. To prostokątne ustrojstwo z czarnymi klawiszami nie jest niestety mym sprzymierzeńcem, nawet chłodnym znajomym... Dlatego wszystko co staje się naszym wspólnym udziałem, proszę traktować na zasadzie życiowego przeciągania liny. Sama nie mogę uwierzyć, że tak oto tu jestem...

Dodaj komentarz