Na cztery ręce…

W dniu Przyjaciela…

Przyjaciel jest jak korzenie…
Niewidoczny, słuchający, karmiący kiedy potrzeba,
i wtedy kiedy nie…
Przyjaciel jest jak cień, który choćbyś się bardzo starał nie przejdzie obok…
Nie zna się na zegarku…
I nawet gdy się nie odzywasz – On jest…
Siada na Twoim progu i czeka…
Nie przeszkadza mu Twój smutek
ani łzy…, ani szaleństwo radości…
Nie zapomina najważniejszego – Ciebie…!!!
Choć może daty czasem umkną, przez otwarte okno, to on znaczy kalendarze swą troską…
Lubi napić się z Tobą herbaty nawet gdy do filiżanki miast kostek cukru, wpadają twoje łzy…
Przyjaciel to Ten, który trzyma Cię mocno za rękę, gdy tańczysz w deszczu swój wymarzony taniec na trawie…
I Ten, gdy odpoczywasz, po kolejnej życia ,,zabawie”
A on tak dla niepoznaki kładzie się na twoim łóżku,
I dzieli się sercem, bo chce – jak ostatnią paczką paluszków…

Przyjaciel to Ten, co torebkę oddaje czerwoną…
Choć kocha ją mocno tak, czuję jak oczy twe płoną…!

Przyjaciel to Ten, który nie zaśnie nim sprawdzi,
Że tam na twoim niebie,
Też są- te czulsze dwie , co świecą wyłącznie dla Ciebie…!!!
Przyjaciel to ten, który jest, nawet gdy słów już zabrakło…
On ciągnie kołdry swe dwie, na wszelką możliwą jasność…
Zapala najgrubszą ze świec, niech będzie małą latarnią…
A kiedy zaczynasz biec, biegnie- choć często ktoś gasi światło…
I w oczach wyczytasz że, tak bardzo mu ciebie brakuje…
I nie potrzebne tam jest ni proszę, ni bardzo dziękuję….
A kiedy po ludzku tak, ku górze wznosisz swe ręce…
On jest przy Tobie bo chce, słowa nie znaczą nic więcej…
A kiedy mówisz dość – on nadal trwa niezłomnie…
Parasol podaje gdy …niebo płacze potwornie…

I jeszcze Przyjaciel to ten,
Co wie, nim ty swoją ciszę wysłyszysz…

PRZYJACIELEM SIĘ JEST !!!!!!

A na Nim, jak na Zawiszy….
(AD.)

Opublikowane przez annadruszcz

O sobie… O sobie najtrudniej powiedzieć… Z zamiłowania i wyboru pedagog, terapeuta, resocjalizator i skrobacz papieru oraz nałogowy student. Uwielbiam edukację własną i tę, którą podaję innym! Odkąd pamiętam pisałam, zawsze wyłącznie to, co stanowiło dla mnie ogromną wartość, to, przy czym nie byłam w stanie utrzymać równowagi, co powodowało, iż unoszę się nad powierzchnią i to, co wbijało mnie w najgłębsze otchłanie niebytu… Pisanie to nieodzowny konglomerat trzydziestoletniego długopisu, papieru, tego z kategorii serdecznych, i mojej osoby… Za kilka tygodni zostanie wydany mój pierwszy tomik poezji noszący tytuł: Codzienności dziennik intymny, jestem niezmiernie podekscytowana i wzruszona jednocześnie. Coś co do tej pory zalegało w szufladzie mego życia zarówno w przenośni jak i rzeczywistości pojawi się na nowo w przestrzeni publicznej, uzyska światło i tchnienie o którym wcześniej tylko marzyłam... Jeśli czytają to moi Znajomi, Przyjaciele to, od co najmniej trzydziestu sekund przecierają oczy ze zdumienia. Ja wieczny opozycjonista informatyczny, traktujący komputer wyłącznie, jako maszynę do pisania, ja Anna tworzę własnego bloga… Miejcie mnie w swej opiece, troskliwi bliscy i dalsi sprzymierzeńcy… Ps. To prostokątne ustrojstwo z czarnymi klawiszami nie jest niestety mym sprzymierzeńcem, nawet chłodnym znajomym... Dlatego wszystko co staje się naszym wspólnym udziałem, proszę traktować na zasadzie życiowego przeciągania liny. Sama nie mogę uwierzyć, że tak oto tu jestem...

Dodaj komentarz