Ktokolwiek widział…

Ogłoszenie do życia przypięte, za ostatni skrawek istnienia…
Pogubiła się za zakrętem miłość, ta, która spełnia marzenia…
Gdzieś w pośpiechu uśmiech straciła i tę radość, tę z końca świata…
To ta sama, co biegła i śniła, i warkocze umiała zaplatać…!!!

Jak wygląda? No cóż, zapomniano, wiatr potargał rysy jej twarzy…
Choć wciąż uśmiech miała cudowny, taki, który zachęca do marzeń…
Czy wysoka była, czy niska…? Co lubiła na pierwsze śniadanie…?
Wciąż brodziła w snu wrzosowiskach, jagodowe malując mieszkanie….

Jej wielkości trudno zapomnieć, przecież dbała o wszystko, co twoje… I tak wdzięcznie łzy nawlekała…Szafirowych wspomnień swych słoje…
Nikt nie pytał, czy dobrze się czuje, uprzedzany zapewnień strofami…
Że to wszystko, to nic, może minąć…Podarunkiem był ramion aksamit…

Późnym latem głos swój straciła, wygłaszając prośby dla świata…
Pamiętała, że kiedyś tu była, jakby wczoraj uczyła się latać…
Wciąż tęskniła do walca i wspomnień o zapachu dębowych liści…
I do słów dedykowanych, gdy szeptałeś, że jest Twoim wszystkim…

A w co była dzisiaj ubrana…? Gdy przechodzień spyta zdumiony…
Miała …. Miała…
Cóż ona miała na sobie…????
Szal swych tęsknot mgłami spleciony…

Zapach jej niesiony wiatrem  przypominał nokturny Chopina…
Poruszała wciąż własne takty, byś nie poczuł wielkiego cierpienia…

Gdy ją spotkasz, zanuć melodię, którą dęby do snu jej nuciły…I zapytaj, czy wróci tu jeszcze…
Przecież boi się zimna i zimy…

Autor zdjęcia: Marzena Żak 🌿

Opublikowane przez annadruszcz

O sobie… O sobie najtrudniej powiedzieć… Z zamiłowania i wyboru pedagog, terapeuta, resocjalizator i skrobacz papieru oraz nałogowy student. Uwielbiam edukację własną i tę, którą podaję innym! Odkąd pamiętam pisałam, zawsze wyłącznie to, co stanowiło dla mnie ogromną wartość, to, przy czym nie byłam w stanie utrzymać równowagi, co powodowało, iż unoszę się nad powierzchnią i to, co wbijało mnie w najgłębsze otchłanie niebytu… Pisanie to nieodzowny konglomerat trzydziestoletniego długopisu, papieru, tego z kategorii serdecznych, i mojej osoby… Za kilka tygodni zostanie wydany mój pierwszy tomik poezji noszący tytuł: Codzienności dziennik intymny, jestem niezmiernie podekscytowana i wzruszona jednocześnie. Coś co do tej pory zalegało w szufladzie mego życia zarówno w przenośni jak i rzeczywistości pojawi się na nowo w przestrzeni publicznej, uzyska światło i tchnienie o którym wcześniej tylko marzyłam... Jeśli czytają to moi Znajomi, Przyjaciele to, od co najmniej trzydziestu sekund przecierają oczy ze zdumienia. Ja wieczny opozycjonista informatyczny, traktujący komputer wyłącznie, jako maszynę do pisania, ja Anna tworzę własnego bloga… Miejcie mnie w swej opiece, troskliwi bliscy i dalsi sprzymierzeńcy… Ps. To prostokątne ustrojstwo z czarnymi klawiszami nie jest niestety mym sprzymierzeńcem, nawet chłodnym znajomym... Dlatego wszystko co staje się naszym wspólnym udziałem, proszę traktować na zasadzie życiowego przeciągania liny. Sama nie mogę uwierzyć, że tak oto tu jestem...

Dodaj komentarz