Anioła ostatek…

Żył pewien Anioł bez miłości
Taki patronat w niebie dostał,
Od urodzenia płakał tylko…
Wśród labiryntów i autostrad…

Kiedy swe pierwsze kroki stawiał
Stopy mu grzezły w słonym błocie…
Nie umiał brać, wciąż tylko dawał…
Marząc wśród wielu – o jednej z pociech…

Pieśni z tych rzewnych nucił stałe,
Jakby mu ramion nie starczało,
I wciąż zamieniał ze słów pierwszych
To słowo ,,jest” na  ,,brakowało”…

Był tak odważny, stawaiał czoło
Na przekór wiatrom, deszczom, burzom…
Nie umiał liczyć , bo gdy zaczął
Bał się, że zliczy nazbyt dużo…

Kiedy powiekom rozkazywał
One wciąż drwiły z jego tonu,
Bo cóż on mógł, zbyteczny stale…
Tak niepotrzebny wciąż nikomu…

Czasem na siłę po kryjomu
Chciał swego szcześcia grosz uchwcić,
Lecz szczeście było nieuchwytne…
Na próżno gwiazdy w nocy liczył…

Pisał swe listy każdej nocy
O tym, że dość ma swego życia…
Nie znał adresu ni sposobu
By ktoś się wersem chciał zachwcać…

A kiedy kamień swój odnalazł
Polny, choć złotem go nazywał,
To mu ten kamień tak na koniec
Ostatek serca powyrywał…

Opublikowane przez annadruszcz

O sobie… O sobie najtrudniej powiedzieć… Z zamiłowania i wyboru pedagog, terapeuta, resocjalizator i skrobacz papieru oraz nałogowy student. Uwielbiam edukację własną i tę, którą podaję innym! Odkąd pamiętam pisałam, zawsze wyłącznie to, co stanowiło dla mnie ogromną wartość, to, przy czym nie byłam w stanie utrzymać równowagi, co powodowało, iż unoszę się nad powierzchnią i to, co wbijało mnie w najgłębsze otchłanie niebytu… Pisanie to nieodzowny konglomerat trzydziestoletniego długopisu, papieru, tego z kategorii serdecznych, i mojej osoby… Za kilka tygodni zostanie wydany mój pierwszy tomik poezji noszący tytuł: Codzienności dziennik intymny, jestem niezmiernie podekscytowana i wzruszona jednocześnie. Coś co do tej pory zalegało w szufladzie mego życia zarówno w przenośni jak i rzeczywistości pojawi się na nowo w przestrzeni publicznej, uzyska światło i tchnienie o którym wcześniej tylko marzyłam... Jeśli czytają to moi Znajomi, Przyjaciele to, od co najmniej trzydziestu sekund przecierają oczy ze zdumienia. Ja wieczny opozycjonista informatyczny, traktujący komputer wyłącznie, jako maszynę do pisania, ja Anna tworzę własnego bloga… Miejcie mnie w swej opiece, troskliwi bliscy i dalsi sprzymierzeńcy… Ps. To prostokątne ustrojstwo z czarnymi klawiszami nie jest niestety mym sprzymierzeńcem, nawet chłodnym znajomym... Dlatego wszystko co staje się naszym wspólnym udziałem, proszę traktować na zasadzie życiowego przeciągania liny. Sama nie mogę uwierzyć, że tak oto tu jestem...

Dodaj komentarz