Na serca dnie…

Poukładałam na dnie serca
Chwile tej naszej codzienności,
Twoje spojrzenia, moje słowa …
Gwar naszych bliskich, cudnych gości…

Gdzieś spod poduszki, sny zbolałe
Ciągną wspomnienia za swe sznurki,
I ciągle jakby brakowało…
Dwóch szklanych szkiełek z drugiej półki…

Szuflada moim oceanem
A moje dłonie barką rzewną…
Tyś nawigator, tak to czuję…
Nie, już nie czuję, wiem na pewno….!

Pytam o tamte dokumenty
Których odnaleźć dziś nie mogę,
Przymykam oczy, czuję dotyk
I ciepło na tę złą pogodę…

Tylko mi głosu wciąż brakuje…
Tylko oddechu najbliższego…
Tylko – urasta wciąż do czasu
W którym góruje to- dlaczego??

Czasami myślę, że cel jakiś
Przyświeca wielu zagubieniom ,
Dziś pozostała jedna sprawa….
Oddana wielu, wielu chceniom…

Zza szyby pewnie dźwiękoszczelnej
Wciąż docierają do mnie głosy,
Nie moje oczy, nie me dłonie….
Choć jakby własny ten niedosyt …

I żal, i wściekłość,i niezgoda…
Na to, co los przekazał w darze
Ile trwać będzie zła pogoda…
Ile to jest z milionów marzeń…????

Wiesz, ludzie tu obok z troską wielką
Szacunek noszą i współczucie….
A ja lawiną, nocą ciemną…
A ja…to takie obce wciąż uczucie…

Jeszcze nie umiem, jeszcze nie chcę…
Wiesz, gdybym ja pisać- tak umiała…
Stworzyłabym litanię tęsknot…
Taką dla duszy i dla ciała…

Pozamykałabym na kłódkę
Wspomnienia, miłość, Twoje oczy…
Tamto, co było nam oddane
Nim ktoś bezduszny nas zaskoczył…
(AD.)

Dla Ciebie…

Dla Was…

Zdjęcie zaczerpnięte z Sieci 🌿

Opublikowane przez annadruszcz

O sobie… O sobie najtrudniej powiedzieć… Z zamiłowania i wyboru pedagog, terapeuta, resocjalizator i skrobacz papieru oraz nałogowy student. Uwielbiam edukację własną i tę, którą podaję innym! Odkąd pamiętam pisałam, zawsze wyłącznie to, co stanowiło dla mnie ogromną wartość, to, przy czym nie byłam w stanie utrzymać równowagi, co powodowało, iż unoszę się nad powierzchnią i to, co wbijało mnie w najgłębsze otchłanie niebytu… Pisanie to nieodzowny konglomerat trzydziestoletniego długopisu, papieru, tego z kategorii serdecznych, i mojej osoby… Za kilka tygodni zostanie wydany mój pierwszy tomik poezji noszący tytuł: Codzienności dziennik intymny, jestem niezmiernie podekscytowana i wzruszona jednocześnie. Coś co do tej pory zalegało w szufladzie mego życia zarówno w przenośni jak i rzeczywistości pojawi się na nowo w przestrzeni publicznej, uzyska światło i tchnienie o którym wcześniej tylko marzyłam... Jeśli czytają to moi Znajomi, Przyjaciele to, od co najmniej trzydziestu sekund przecierają oczy ze zdumienia. Ja wieczny opozycjonista informatyczny, traktujący komputer wyłącznie, jako maszynę do pisania, ja Anna tworzę własnego bloga… Miejcie mnie w swej opiece, troskliwi bliscy i dalsi sprzymierzeńcy… Ps. To prostokątne ustrojstwo z czarnymi klawiszami nie jest niestety mym sprzymierzeńcem, nawet chłodnym znajomym... Dlatego wszystko co staje się naszym wspólnym udziałem, proszę traktować na zasadzie życiowego przeciągania liny. Sama nie mogę uwierzyć, że tak oto tu jestem...

Dodaj komentarz