Wieczny kalendarz…

Znalazłam wieczny kalendarz
W nim słowa na każdą niedzielę
Na dni przemoczone i szorstkie
I na to jak być przyjacielem…

Ogień w kominku marudzi
Codzienność przygniata go obca
Moje te oczy kochane…?
Czy tylko w cudzych blask został….?

Wieczny kalendarz otwieram
Dni odmierzam starannie
Te pogubione zuchwale
I te których nikt już nie pragnie…

W półcieniu marzeń wczorajszych
Czytam listy od życia
Góry, nie marzę o górach….
Chciałabym ciszy dotykać…

Kolęda dnia codziennego
I znaczek na liście przedarty
I dłonie jak życie jak tkliwość
I sen i oczy i karty…

Recepta na tu i na teraz
Z posypką wszelakiej troski,
Apteczny syrop na kaszel…
Pomocny, choć wciąż taki gorzki…

A czas…? Bufon struchlały
Złodziejem od śladów na piasku
Handlarz nienasycony
Blaskiem, co wciąż kradnie nastrój…

Wbrew drogowskazom i mapom
Na przekór odwiecznym zamysłom….
Odnajdę, zapiszę, nie zgubię!
Na dziś, na jutro na przyszłość…!!!!

Opublikowane przez annadruszcz

O sobie… O sobie najtrudniej powiedzieć… Z zamiłowania i wyboru pedagog, terapeuta, resocjalizator i skrobacz papieru oraz nałogowy student. Uwielbiam edukację własną i tę, którą podaję innym! Odkąd pamiętam pisałam, zawsze wyłącznie to, co stanowiło dla mnie ogromną wartość, to, przy czym nie byłam w stanie utrzymać równowagi, co powodowało, iż unoszę się nad powierzchnią i to, co wbijało mnie w najgłębsze otchłanie niebytu… Pisanie to nieodzowny konglomerat trzydziestoletniego długopisu, papieru, tego z kategorii serdecznych, i mojej osoby… Za kilka tygodni zostanie wydany mój pierwszy tomik poezji noszący tytuł: Codzienności dziennik intymny, jestem niezmiernie podekscytowana i wzruszona jednocześnie. Coś co do tej pory zalegało w szufladzie mego życia zarówno w przenośni jak i rzeczywistości pojawi się na nowo w przestrzeni publicznej, uzyska światło i tchnienie o którym wcześniej tylko marzyłam... Jeśli czytają to moi Znajomi, Przyjaciele to, od co najmniej trzydziestu sekund przecierają oczy ze zdumienia. Ja wieczny opozycjonista informatyczny, traktujący komputer wyłącznie, jako maszynę do pisania, ja Anna tworzę własnego bloga… Miejcie mnie w swej opiece, troskliwi bliscy i dalsi sprzymierzeńcy… Ps. To prostokątne ustrojstwo z czarnymi klawiszami nie jest niestety mym sprzymierzeńcem, nawet chłodnym znajomym... Dlatego wszystko co staje się naszym wspólnym udziałem, proszę traktować na zasadzie życiowego przeciągania liny. Sama nie mogę uwierzyć, że tak oto tu jestem...

Dodaj komentarz