Zmiany bez zmiany dla zamianyI wszyscy bardzo się kochamy,Takie szarady bez ogładyChoć serce krwawi dla zasady…! I miała odejść, nie odchodzi!I wciąż po szyję w bagnie brodzi!I otrzepuje piórka cudze,Sługa, w ogromnie podłej swej zasłudze …!!! I poczekamy niech ostygnie!To co umknęło, to obrzydłe..!I przykryjemy białym szalem,Niech prezentuje się wspaniale..!!! A na początek błysk prezencik!TakiCzytaj dalej „Zmiany bez zmiany…!!”
Archiwa kategorii: Bez kategorii
Nienawiść… W podtytule: Jak można nienawidzieć…?
Nienawiść liczona na lata,Ta wielka nie z tego świata,Opluwająca bez końca,Wieczna, podła, brodząca…!!! Szczepionka niegodziwości wielka,Zupełnie nie w pantofelkach,Choć obolała znienacka,Przewrotność, bezecność, prostacka …!!! A za plecami urosła,Choć to, co własne ją gubi,Dbająca o rozkwit nicościSzklanka wciąż miarą wielkości…! Choć wielka, to jednak mała…W pogardzie dla duszy i ciała,Głaszcząca swych krwistych braciMożna się w niejCzytaj dalej „Nienawiść… W podtytule: Jak można nienawidzieć…?”
Nieśmiałość albo…?
Może …Jakby…Na palcach…Ta Pani od tego walca!I Tamta od swego ogrodu!Jesteś…?To chwała Bogu…Przez zaciśnięte powieki,Oglądasz świat swój daleki,Ten bliski boli szalenie…Nadzieja na drugie wcielenie?Może,Będzie,Lub zgaśnie…Coraz ciemniej i ciaśniej,A Ty pomimo chłoduRozkwitasz..,Nieśmiałością wielu powodów…
Dzieci … Profesorowie życia..
Przyglądam się życiu czas jakiś…Oczy widzę maleńkie,Usta malowane uśmiechemA czasem wielką udrękę… Przyglądam się życiu czas jakiś…I Dzieci są tu obecne,Te najmniejsze z najmniejszychI Te z podrośniętym już sercem! Nikt nie wyśpiewa miłościBezdźwięcznie, a z takim rozgłosem!Nikt nie uniesie ku słońcuZ tak wielkim dziecięcym łoskotem! Wciąż pobłażając dorosłymNikt nie wybacza tak pięknie!DZIECI PROFESOROWIE ŻYCIANauczcie NasCzytaj dalej „Dzieci … Profesorowie życia..”
Kiedy Tato odchodzi…
Kiedy Tato odchodzi,Na niebie gaśnie słońce,Z dni tych krótkich najkrótsze,Dłużą się jak miesiące,Minuty ciężkie się stają,Sekundom brakuje odwagi,Echo kwili żałośnie,Żałośnie sercu się żali… Kiedy Tato odchodzi,Wiatr układa się z deszczem,Zgryzoty malują wciąż niebo,Bezdusznym, ciężkim powietrzem… Kiedy Tato odchodzi ..Nie może odejść, nie teraz…!!!Jak mam liczyć codzienność,Codzienność zaczynać od zera?! Kiedy Tato odchodzi,Serca połowa umiera,Oczy płynąCzytaj dalej „Kiedy Tato odchodzi…”
Teatr jednego aktora…
I prześcigają się wzajemnieWalcząc drapieżnie o pierwszeństwo,Ten już przeczytał, ten podpowie,Służalcze, podłe to szaleństwo … Wdzięczność wciąż budzi się nad ranem,Ten dostał swoje dwie monety,Tamten podeptał białą stronę,Pani lojalna jest niestety…! Można tak w życiu życie karmić?Maczać ciasteczka w arszeniku?Dwa ładne zdjęcia pozostawićKilka podłości wciąż na zbyciu …! Miara, cóż miara dzisiaj znaczy?Siadasz do stołuCzytaj dalej „Teatr jednego aktora…”
Roszczenia…
Na fortepianie w wazonieUgrzęzły myśli kobiece,,Marzenia wciąż niespełnioneI zaprzeczenia zaprzeczeń… Gdzieś walc sam w kotylionie,Z niedowierzaniem spogląda,Tęskni udając chłodnegoChoć całym sercem porząda. Róże, te herbacianeW swoich zwiewnych sukienkach,Mówią wciąż o przeszłości,Zerkając do swego lusterka. Czas pobladły, spoźniony,Pod zastaw słowa chce zająć,Walczy z dniem o północyO świcie kołysanki sprzedając. Maruder życiowych postaciNiespiesznie ustawia w szeregach,Serca wciążCzytaj dalej „Roszczenia…”
A gdyby tak… Albo gołuchowskie stopnie…
A gdyby tak, powstrzymać czas…By choć przez chwilę nie przeszkadzał,Usiadł na stopniu schodów drewnianych,I zechciał sny nam opowiadać… A gdyby tak, choć jeden raz…Posłuszne były nam zegary,Aby na powrót zdarzyć się miały,Tamte gołuchowskie nieznane czary… A gdyby tak muzyki śladWciąż odnajdował swoje nuty,Gdy para za parą w jeden taktMuślinu niosła dar ukryty… A gdyby tak,Czytaj dalej „A gdyby tak… Albo gołuchowskie stopnie…”
Bez granic… Czyli o skończonych możliwościach…
I już naprawdę wyjścia nie mamTak bardzo chciałem krzywdę zrobić…!!Kilka min wklejam zatroskanychAby idiotów tym urobić…!! A teraz prezent na ostatekTaki dodatek do działania,Powierzę memu słowikowiDość już! Niech piekło w końcu się odsłania…!! Czy są granice? Nie istnieją!!!Depcze i losy i Twe słowa,Gdzie przyzwoitość? Oniemiała…!?I przyswoitość w piekle schowam…!!
Litania dla mojej Mamy
Pamiętam tamto długie rano…I twoją twarz, taką zaspanąRadości oplecione sercemTacine słowa szeptane wierszem… Dzień nie rozkwitał bez nakazuPromienie w bukietach zaplecioneMama modlącą się o zdrowieWieczne i drżące pogotowie… Mama zapachem wielu tęsknotWielu zaczekań w tle codzienność,Pierwsze wołanie, pierwszy senI Twoje wreszcie jesteś dniem .. Matka w swej odległości bicia sercaWachlarza wielu alternatyw,Znaczenia znaczeń naznaczanychPośród takCzytaj dalej „Litania dla mojej Mamy”
