Czasem dotykam wiatruW pół słowa biegnę do słońcaJakby się świat miał nie zdarzyćJakby śnił tak bez końca…. Czasem słowa pisaneLżejsze są od powietrzaA czasem zupełnie na odwrótGdy płyną tuż obok serca .. Czasem deszcz wybawieniemKapie na zmokłe policzkiCzasem w nim ukojenieGdy można powiedzieć o wszystkim… Nie można w życiu mieć wszystkiego,Wszystko ma swoją wielką cenę…NieCzytaj dalej „Nie mogę…”
Archiwa kategorii: Bez kategorii
Ja, a może raczej nuta melancholii…
Zapisałam wszystkie literyPrzełożyłam łzami jak deszczem,Zaczekałam na błękit obłokówTak zachłannie pragnąc coś jeszcze… Gubię takty mojego ChopinaZbieram liście pożółkłe, jesienneWciąż dotykam słów, obcych tęsknot …Taka gra zwyczajnie jesienna…. Dziś na szybie żal płacze deszczemOdpowiadam i słyszę wołanie…Napisałam list dziś do niebaA właściwie to było żądanie…. Czy ja muszę zawsze na końcuZbierać świata wyblakłe obrazkiJestem pierwszaCzytaj dalej „Ja, a może raczej nuta melancholii…”
Córka ognia …
Tyś córką ognia, wiatru, słońcaW nieskończoności zatopionaW swej piasji wielce zakochanaPierwsza, ostatnia życia strona… Ktoś powyrywał bezszelestnieW twym kalendarzu dni , tygodnieWciąż gnasz ku słońcu potężnemuPaląc serdeczną swą pochodnię.. Jesteś jak wiatr i z wiatrem tańczyszJesteś jak słońce, karmisz ziemię…Palisz latarnie w noc bezgwiezdnąWołasz to ludzkie marne plemię… Nie można poznać twoich oczuW nich wciążCzytaj dalej „Córka ognia …”
Obok mojego domu…
Obok mojego domuKsiężyc ma swoje mieszkanieWstydliwie zagląda do okien. Wpraszając się na śniadanie. Świeci zupełnie przypadkiemJakby zegarka zapomniałA może celowo się spóźnia…?Chciałby świt pooglądać… Obok mojego domu Rosną wysokie drzewaNiebo zagląda im w oczySmutne pieśni wciąż śpiewa.. Szumią lipy o świcie,Drżące, nagie, jesienne…Stajesz ponownie na proguI twoje ja, bezimienne…
Nie Taka Ostatnia…
Stanęła w stunożnnej kolejceJak promień wielce życzliwaBratnia dusza nieznanaŁaskawa lecz niespolegliwa.. I obdarzyła po stkokroćZmartwionych, szarych, cudaków…Rozdając skrzydła szalencomPo jednym piórze od ptaków… Można z szarości wciąż w szarość Przekładać własne swe serceI można uśmiech rozdawaćOd życia pragnąć wciąż więcej… A Ona odpowiedziałaStojąc ostatnia w kolejce,Że przecież nie taka ostatnia..Ostatnia wyłącznie w kolejce…🙂🙂🙂 Dziękuję bardzoCzytaj dalej „Nie Taka Ostatnia…”
Pożegnanie…
Muszę już odejść, choć w mym sercu trwa muzykaMuszę już odejść, zamknąć drzwi, zgubić klucz,Na drugim brzegu czeka na mnie stary Anioł,On otrze łzy i na pamięć stworzy cud! Na drugim brzegu czeka na mnie stary Anioł,On otrze łzy i na pamięć stworzy cud! Jak się pożegnać, jak zostawić własną drogę,Jak pozamieniać, to co bliskieCzytaj dalej „Pożegnanie…”
Mamo…
Mamo, Bardzo się boję…Jeszcze tak wcześnie…Tyle się miało jeszcze wydarzyć…!Mówiłaś sięgaj, mówiłaś zbieraj…Kazałaś marzyć, tak pięknie marzyć… Mamo, tu mgły jak Twoje firankiI cisza, boję się ciszy tak bardzo,Zaśpiewaj Mamo, bo przecież usnęI nie obudzę się jutro rano… Mamo, zaczekaj zobacz tam łódka,Taka zwyczajna mała, wędkarska,Usiądź tam ze mną, nim cała usnęNim mgła spowije mnieCzytaj dalej „Mamo…”
Dla Pana Józefa Dyczkowskiego… w podziekiwaniu💐
Dostałam dziś wielką fortunęSzytą zupełnie na miaręDedykowaną od serca-Dla serca, czy dacie wiarę…? Pan Józef nuty rozdajeZ tych najwierniejszych najczulsze,Serce drży nie chce czekaćMiliony wysyła wzruszeń…. Nie trzeba po gwiazdy sięgaćZ Józefem warto być w parzeSerce odwieczny włóczęgaWłasne odkrywa ołtarze… I można własne podziękiZ szeregu liter wciąż składaćI można mówić po wieki,Gdy Józef melodię układa….
Na pohybel zazdrośnikom…
Zazdrość wciąż chyba jest kobietą…I nie wystarczą słowa wielkieGdy od świtania niestrudzonaŻal wciąż nabija w swą butelkę… Zazdrość się stroi, przyoblekaNa nos zakłada okulary,I wciąż ucieka od człowiekaI swe misterne więzie plany… Zazdrość to krzywa perspektywaTworzy ją małość, bierze górę!Maleńka zadra w oku człekaW sercu drugiego tworzy dziurę… Maleńka zazdrość z Wielkim egoKtóre żałośnie fałszemCzytaj dalej „Na pohybel zazdrośnikom…”
Za każdy rok…
U Ciebie Panie będzie lepiejChoć rozchlapanie prym swój wiedzie,U Ciebie Panie będzie lepiejGdzieś o czternastej po obiedzie… I zafundujesz mi swą ciszęChoć we mnie tętent stada koniMoże się wesprę nim odlecęNim święty spokój mnie dogoni… Pochmurne, chmurne, oddaloneNiezaciekawe i nieżyweBedzie mówiło mi o prawdzieTej spolegliwej niewłaściwie Może upomnę się o swojeTo co nielotem wśród sokołów,MożeCzytaj dalej „Za każdy rok…”
