Cisza jak ta…

Nie chcę wybierać z kalendarzy
Dni trwalszych, słodszych, bardziej drżących
Nie chcę wyławiać z listy marzeń
Słów ciepłych za dnia w noc łkających…

Za siódmą górą, rwącą rzeką
Nie chcę już szukać zwiędłych wtorków…
Umiłowałam twoje dłonie
I każdy z końców i początków…

Melodię rzewne zateskniałe
Niech pozostaną w okiennicach
A ja usiądę nieco bliżej
Chcę mym porankiem się zachwycać…

Pomiędzy trawy szeptem tkliwym
Który wciąż echu odpowiada
Posadzę każde z myśli moich…
Niech z nich wyrasta równowaga…

Po drugiej stronie przy tarasie
Gdzie jaśminowe tkwią warkocze…
Gdzie wisteriowe ślady czasu
Rodzą swą każdą z czułych pociech…

Tam gdzie się niebo z ziemią wita
Tam gdzie zegary posiwiałe
Znaczą tygodnie, dni , miesiące…
Te me na własność, ukochane…

Do snu układam dni minione
Pośrodku planów na niedzielę…
Mówiłam kocham twoje dłonie…
Dołożę do nich dwie niedzielę…

Kilka deszczowych dni od środy
Próg, co od dawna liczy kroki…
Po lewej stronie mego nieba
Spakuję za dnia dwa obłoki…

Zaparzę filiżankę marzeń
Która zdziwieniem częstowała
Dwie karty z tamtych kalendarzy
Kiedy się miłość z innych śmiała…

I jeszcze dwie melodie życia
Wysłucham zaraz po zachodzie…
Słonawe strugi nie pytają…
Kolejne stada czułych powiek…

Cisza nastanie….

Opublikowane przez annadruszcz

O sobie… O sobie najtrudniej powiedzieć… Z zamiłowania i wyboru psycholog, psychotramatolog, pedagog, terapeuta, resocjalizator i skrobacz papieru oraz nałogowy student. Uwielbiam edukację własną i tę, którą podaję innym! Odkąd pamiętam pisałam, zawsze wyłącznie to, co stanowiło dla mnie ogromną wartość, to, przy czym nie byłam w stanie utrzymać równowagi, co powodowało, iż unoszę się nad powierzchnią i to, co wbijało mnie w najgłębsze otchłanie niebytu… Pisanie to nieodzowny konglomerat trzydziestoletniego długopisu, papieru, tego z kategorii serdecznych, i mojej osoby… Za kilka tygodni zostanie wydany mój pierwszy tomik poezji noszący tytuł: Codzienności dziennik intymny, jestem niezmiernie podekscytowana i wzruszona jednocześnie. Coś co do tej pory zalegało w szufladzie mego życia zarówno w przenośni jak i rzeczywistości pojawi się na nowo w przestrzeni publicznej, uzyska światło i tchnienie o którym wcześniej tylko marzyłam... Jeśli czytają to moi Znajomi, Przyjaciele to, od co najmniej trzydziestu sekund przecierają oczy ze zdumienia. Ja wieczny opozycjonista informatyczny, traktujący komputer wyłącznie, jako maszynę do pisania, ja Anna tworzę własnego bloga… Miejcie mnie w swej opiece, troskliwi bliscy i dalsi sprzymierzeńcy… Ps. To prostokątne ustrojstwo z czarnymi klawiszami nie jest niestety mym sprzymierzeńcem, nawet chłodnym znajomym... Dlatego wszystko co staje się naszym wspólnym udziałem, proszę traktować na zasadzie życiowego przeciągania liny. Sama nie mogę uwierzyć, że tak oto tu jestem...

Dodaj komentarz