I rozczochrały się warkoczePanien jęczmiennych, urodziwychIch suknie złocą się w promieniachW promieniach słońca sprawiedliwych… Nie ma w nich żalu, nut goryczyWirują w tańcu kołysane,Miłości nie da się policzyćOna jest zawsze darowana… Na fali z falą wbrew zasadomPłyniesz wciąż z nurtem swego życia,Ile ci jeszcze dni zostałoA ile szczytów do zdobycia…? Ziemia wciąż święci miejsca czułeTulącCzytaj dalej „Jęczmienne warkocze…”
Archiwa autora: annadruszcz
Nauczycielem się rodzisz… W podziękowaniu dla Iwony Peciak
Gdy uratujesz czyjeś serceZ tych najwierniejszych, to dziecięceTo jakbyś gwiazdy z nieba łowiłJakby sam Pan Bóg nowe tworzył…! Gdy uratujesz czyjeś oczyZalane łzami w dzień i w nocy,Powieki małe skute lodemTo jakbyś złotem był i miodem…! Gdy uratujesz czyjeś dłonieNieśmiało drżące od niedzieliTo w komitywie z aniołamiŚwiatu podajesz łyk zieleni…! Gdy uratujesz z kalendarzaKolejne datyCzytaj dalej „Nauczycielem się rodzisz… W podziękowaniu dla Iwony Peciak”
Nie żałuj…
Nie żałuj Kasiu dni minionychNie żałuj deszczu o poranku,Ni pocałunków tych wyśnionychDotyku dłoni twych kochanków…. Nie żałuj Kasiu wiatru, słońcaZachodów czułych też nie żałuj,Otwieraj oczy wciąż na nowoMaluj w swym sercu, miłość maluj… To co przed nami wciąż się złociZaprasza, kusi ogniem wielkimWciąż zdobywamy góry życiaNa niebie dziś przecudny błękit…
Zapomniana data…
Jedenastego czerwca , data nieposkromiona,Szlachetnie dziurawi pamięć i mgłą otula ramionaMyśli z jedenastego, ulotne, przebiegłe w swej treściŚwiąteczne, urodzinowe choć pełne wielkiej boleści… Zapamiętane o świcie wraz z końcem dnia zapomnianeŚpiewane sto lat w zachwycie i sto lat takie czekane…Matka, ojciec i siostra, co roku gubią kalendarzI choć widzą z daleka z bliska moc ichCzytaj dalej „Zapomniana data…”
Pytania do Marzeny…
Wstało już słońce u ciebie?A ptaki czy tańczą w przestworzach?A ty, kiedy słońcu się kłaniaszCzy czujesz miłości swej pożar…? A oczy, Czy o nie zadbałaś..?Dając im obraz najśmielszyA dłonie, czy je rozkochałaśMuzyką świtu i świerszczy… Co z sercem, twoim wrażliwymCzy mu dziś pięknie u ciebie?W swej niezłomności codziennejKarmisz je marzeń swych chlebem…? A lustro,W nimCzytaj dalej „Pytania do Marzeny…”
Bartosz …
Wyrosły mu skrzydła jak z niebaCzy więcej mu czegoś potrzeba?Czy radość będzie z nim blisko…?Chciałabym wiedzieć to wszystko… Jest ze mną już od przedszkolaCzasami drży, czasem woła,Czasami łzami się karmiA w zbuntowanej swej armiiJest generałem naczelnym,I choć język nieszczelny,I niewybredny od śwituJest zenitem, zenitów!!! Wznosi się czasem spadaA gdy najwieksza zabawa,Jemu nie w głowie harceOnCzytaj dalej „Bartosz …”
Przegrałam…
Zwolniłam miejsce w pierwszym rzędzie,Brawa, owacje na stojąco!Wszystko na miarę tak jak lubiszCiepło i letnio, mniej gorąco!!! Wyprasowałam pogniecione, to rozerwane zostawiłam,Poproszę czyjąś marną gwiazdę,Niech sprawdzi czy wciąż jest prawdziwa… Gwiazdy spadają pod powiekiNa karuzeli trud wyborów,Na miłość nie działają lekiHonor, czy życie bez honoru… Twa perspektywa wciąż niezmienna,Wciąż Ty, o Tobie z Tobą wCzytaj dalej „Przegrałam…”
Zdaje mi się…
Budzą mnie słowa, każdej nocy,W pajęczej sieci zatopioneRosą się żywią niespokojne,Własnymi łzami otulone… Odmęty istnień plączą dźwięki,Gdzieś wśród gałęzi rozedrganych,Kocham, czy zawsze chciałam kochać…???Żyłam jak człowiek zapomniany? A może tylko mi się zdaje,Łzy to nie łzy, to ranna rosa,Szczęście jest przy mnie, tam zostanie,Niebiosa, hossa długowłosa….
Nie wiesz…
Nie wiesz jak mówić o miłościA czymże ona jest dla ciebie?Zabawką, flirtem wielu spotkańCzy może Twym codziennym chlebem…? Nie wiesz jak mówić o miłościA jaki kolor rozpoznajesz?Kolor pobladły, codziennościCzy ogień w sercu zwany majem…?.? Nie wiesz jak mówić o miłościA kiedy jest, to jak smakuje?Czy słoną łzą twej bezsilnościCzy tak na słodko jak ją czujesz??Czytaj dalej „Nie wiesz…”
Stopnie…
Kamienne stopnie mego życiaPoukładane w zgrabną kostkę,Miały nie boleć przed spożyciem A jeśli tak, to tylko troszkę … Ciepła na próżno w nich wciąż szukać, One zimniejsze od powietrza,Miały też pomóc, w co nie wierzę,Choc moja wiara, też nie lepsza… W nich zrozumienie bywa szorstkieIdiotką nazwą mnie boleśnie,Kiedy już dotknę końca drogiPod rękę idąc zCzytaj dalej „Stopnie…”
