Tombakowe…

Czasem zwyczajnie nie wystarczyKochać za wszystkie dłonie świata,I w potarganych śnić warkoczachGdy to najczulsze pragnie latać… Czasem zwyczajnie już nie trzebaSercu to serce niepotrzebne,Wartości nikną blade, szare…Jakby zbiedniało to, co biedne…. Czasem się nie da ponazywaćChoć liter wcale nie brakuje,Tylko to czucie z końca świataJuż truskawkowo nie smakuje…. Czasem to czasem z zapomnieniaNa słono bijeCzytaj dalej „Tombakowe…”

Gdybym miała przepraszać…

Gdybym miała przepraszać,To chyba wyłącznie za oczyIch czucie i za to czym jeszcze Znienacka świat je zaskoczy… Może za własne bagaże,Walizki po brzegi upchnięteBy się zmieściły na zawszeTe dni, co miały być świętem… Może przeproszę za dłonieZnam je przecież na pamięć…Zwiędły od przytulaniaSłów w których rodzi się zamieć… Przeproszę jeszcze za ustaW miliony słów malowane,ZaCzytaj dalej „Gdybym miała przepraszać…”

Miłość na sprzedaż…

Zupełnie nieużywana, czasami tylko teskniąca….Poblakła po jednym słowie,W promieniach cudzego słońca…Wytrawna, choć może zbyt słona,Okruchy wciąż z winem smakują…I taka z szeptów składana….Wszak strzępy mało kosztują…Niedowidząca od wiekówW obietnice odziana…Zwiewna, świtem pachnącaPrzez wiatr wciąż kołysana…Zatopiona po usta, po oczy , po marzeń swych chcenia…I taka cudza, nie własna…Obca choć świt jej nie zmienia…W tkliwości swojejCzytaj dalej „Miłość na sprzedaż…”

I ciągle mi mało, jeszcze…

I ciągle mi jeszcze mało, zegary wciąż przekupujeSłowa układam na własność, za łzy serdecznie dziękuję…Obecność głaszcząc o świcie, gdzieś nad cudzym wciąż niebem…I moje przytulam do serca, choć ono wciąż o tym nie wie… Ludzie niezmiennie obecni, już wydeptali ścieżyny,Wciąż czuję obietnic słodkości, jak tamte wczorajsze maliny…Jakby świat się zapomniał, nie gasi słońca o zmroku…ICzytaj dalej „I ciągle mi mało, jeszcze…”

I choć raz…

Zapomniałam koloru twych oczuGdy się światłem otulasz jak szalem..I szaleństwa pluszowy dotykMinut złotych które pragniesz ocalić… Zapomniałam słów pierwszych o świcie…Kiedy sny bursztynowe się budzą, Przykleiłam do serca dwie troskiAby radość ochronić przed burzą…. Jeszcze plany ugrzęzły w kominieZ kominiarskim uśmiechem na szczęście,W deszczu dreszcz , drży wciąż w tamtej trzcinie…Aby stać się pretekstem dlaCzytaj dalej „I choć raz…”

Zanim dziś wstaniesz…

Zanim dziś wstaniesz Córeczko… Czym sobie świat zasłużył…?Czy ja, na Takie Dziecko…Wśród najżyczliwszych życzliwaI Takaś piękna Córeczko… Odmierzam chwile serdeczneZaparzam z nich swe kalendarze…Jesteś drobiną światłaSpełnieniem wszystkich mych marzeń… W Twym sercu wiele pamięciKryształy troski dla LudziLawiny wielkiej czułościI smak tysiąca podróży… Dzień uśmiechem otwieraszOżywiasz struchlałe treściZakładasz plastry na ranyGdy słowo zbyt słabe w boleści…Czytaj dalej „Zanim dziś wstaniesz…”

Ile waży miłość…?

A ile miłość waży..?Czy można ją smakować…?Czy rośnie razem z nami…By świt mógł się częstować… A oczy czy ją widzą…?Czy czuje ją Twe serce…?A kiedy jest jej więcejCzy szczęście drży w rozterce…? A po czym poznać miłość…?Czy ona zna kolory…A miejsca czy pamięta….Czy obce jej pozory…? A jakich słów używa…?Czy wielkie są ich szczyty…Czy szeptemCzytaj dalej „Ile waży miłość…?”

Lichwiarski…

Gdy niebu słów zabrakniePożycza je z ziemi czasemA czasem zwyczajnie je kradnieNie brzydząc się ziemskim hałasem… Ida mówi że niemeTo, co nad nami błękitne…A ja dodaję, że głucheI puste, choć tak aksamitne… Czasem myślę nad formąUkładam treściwe żaleNa drogę je wyposażamW łez mych ziemskich korale… A gdyby nazwy zamienićMiast błękit i stada niebieskie…Napisać lombard dlaCzytaj dalej „Lichwiarski…”

Tato z marzeń…

A kiedy świat rozdawał cuda…To dla mnie przypadł Tato z marzeń…Los obdarował mnie po stokroćCudem co znaczy kalendarze… A kiedy świat rozdawał cuda…To ofiarował mi Twe serce…Skronie cierpliwe, współczująceCzy w życiu można pragnąć więcej…? A kiedy świat rozdawał cuda…To spojrzał w bezkres Twoich źrenicŚwit wciąż szarością naznaczonyNieśmiało zaczął się zielenić.. A kiedy świat rozdawał cuda…DałCzytaj dalej „Tato z marzeń…”

Nieodpowiednio odpowiednie…

Kiedy się wyhoduje idiotęOt, tak bezwiednie z nadania,Zupełnie na głodny żołądekI bez pierwszego śniadania…To boleć będzie, nim oczyDostrzegą pierwsze mrugnięcie,A on idiota z nadaniaW pośpiechu podepcze twe serce… Kiedy się wyhoduje idiotęNa nic mu rady i głosyOn głuchy, ślepy i cudzyChoć wielki wciąż mały i bosy…Kiedy się wyhoduje idiotęTo płacić przyjdzie nam słonoIdiota, IDIOTKA zCzytaj dalej „Nieodpowiednio odpowiednie…”