Miara szczęścia…

Szczęście ma zapach zielonyChoć czasem bywa niebieskie,W niezapominajek królestwiePorusza się bezszelestnie…. Jest ciszą i huraganemI kroplą rosy o świcieListem nienapisanymLekarstwem na gorzkie życie…. Czasem smakuje słonoA czasem czekoladowo Jest jak kałamarz i kroplaKtóre żyją na nowo… Widziałam oczy co czująI dłonie drżące na wietrzeTakie które wciąż nucąI mają apetyt na jeszcze… W świecie blasku iCzytaj dalej „Miara szczęścia…”

Szymonowi….

Rozmowy wciąż urywanePośpiesznie rwane wyrazy…Dzień dobry szanownej paniI panu dzień dobry dwa razy… Głos z gorączką olbrzymiąOgrzewał nie jedno serce,I dłonie wiecznie pomocneI obolałe tak serce… Kalendarz niedoścignionyKartka na wpół oderwana…Zabrakło, ponownie zabrakło…Sączy się duszy rana…. Pamięci Szymona Marciniaka

Przypadkiem…

Czy Pani idzie w moją stronęŚcieżyna z lewej strony serca,Czy tylko czasem gra w zieloneI dobrotliwie na mnie zerka… Wysyłam listy poleconeI telegramy późną nocą,I tylko gwiazdy oniemiałeMoją tęsknotą niebo złocą… Na horyzoncie wciąż to samoKalendarz pełen marzeń wszelkich,A ja tak pragnę proszę PaniMóc ofiarować nieba błekit. Proszę nie wzdrygać ramionami,Niebo do stóp pani przywiodę,ACzytaj dalej „Przypadkiem…”

W dniu Twoich urodzin…

Marzena obraz storzyłaA na nim bal wielu światówI panie w zwiewnych sukienkachI niebo ciężkie od płaczu… Walc na parkiecie królujePomiędzy nim czułe słowaI łzy tej wielkiej radościKtóre Bóg dzisiaj schował… Dalej trwożna ściezynaWiedzie wspomnienia o TobieKamień, ogród, ławeczkaNiepowtarzalny wciąż Człowiek…! Gitara jak serce, co w piersiJedyny rytm wciąż wybijaI pieśń dla wszystkich od Ciebie ICzytaj dalej „W dniu Twoich urodzin…”

Nie wymyśliłam…

Nie wymyśliłam jeszcze słowaNa dzień, na noc…Na wiatru tkanie…Które w mym sercu pragnę schowaćGdy tam zbuduje mu mieszkanie… Pooprowadzam je po parkuTam gdzie warkocze traw splątaneGdzie dłonie szorstkie o porankuPrzygotowują swe śniadanie… Godziny czulsze niż ramionaPrzekomarzanek stopnie tkliweSzczeście na schodach malowaneDrżące od spojrzeń, niecierpliwe…. I jeszcze nieba odrobinęSkradnę gdy niebo będzie blisko,Wszystko mi zagra TwąCzytaj dalej „Nie wymyśliłam…”

Za zamkniętymi drzwiami…

Za zamkniętymi drzwiami, rozgość się…Nie pytaj więcej co się stało,Zabrakło tchu, czułości mejA może zawsze brakowało….??? Za zamkniętymi drzwiami, rozgość się…Niech wiatr ci bajki opowiataI nie płacz więcej, śmiej się śmiej…Echo ci będzie odpowiadać…! Za zamkniętymi drzwiami, rozgość się…Przysięgi schowaj pod poduszkęByło ich więcej, czujesz mniej…?To bez znaczenia gdy już uśniesz….! Za zamkniętymi drzwiami, rozgośćCzytaj dalej „Za zamkniętymi drzwiami…”

Cennik niewypłacalny…

Ile kosztuje łza…?Ta najbardziej ulewnaTa co serce rozpuszczaChoćby było i z drewna… A ile oczy kosztują…?Takie co świata nie widząTakie co stają na palcachI same z siebie wciąż szydzą…. Ile kosztują dłonie…?Te zimnem żałości struchlałeUkładane na co dzieńNiedotykane wcale… A usta mają swą cenę…?Te w grymasie wygięteGdy świat kolorem czerwonymZaznacza co niepojęte… A serce, jakąCzytaj dalej „Cennik niewypłacalny…”

Zacałuj…

Zacałuj mnie miły, zakochajZaczytaj słów mych westchnienia Nie dam po sobie dziś poznać Że spełniasz moje marzenia…. Bądź pierwszy, drugi i szóstyI setny i milionowyBądź mi lekarstwem na żałośćTabletką od bólu głowy… Bądź ramionami i sercemRozterki rozczesuj starannieA kiedy to nie wystarczy…. Zaśpiewaj coś tylko dla mnie… Rozdawaj dni i tygodniePomieszaj po równo jak trzebaSmarujCzytaj dalej „Zacałuj…”

Zimno…

W nienapisanych księgach wierszePoutykane, drżące, zmokłeZa zapomnienia oknem stająBoleśnie cierpkie, czasem obce… Na szelkach noszą swe pragnieniaW kieszeniach oberwanych marzeń,I doklejają snów westchnienia. Które nie mają się wydarzyć… Słowa zielone bez nadzieiZ zadrapanymi kolanamiDłonie, wciąż żarem poranioneTkliwość, co już o świcie tylko krwawi… I jeszcze tylko pamięć obcaNa złość przysięga zapamietać,Radości maleńkiego chłopcaI oczy srebrzystegoCzytaj dalej „Zimno…”

Świat cały…

Ponadziewałam słone myśliTuż obok słodkich marzeń chceniaBukietów sen niech im się ziściW poniedziałkowych światłocieniach… Grymasy w różu obleczoneNie łowią śladów powątpiewańGdzieś czyjeś dłonie rozchyloneW czułości witań i pożegnań… Zdejmuję palta słow zszarzałychWciąż wytrzepujac naftalinęZmienność stałości pokłonionaPrzysięga minąć choć nie minie… Wypowiadane me pierwszeństwoNie chce smakować koloramiWystarczy gest by serce pękło…A potem krwisto, słono łzawi….(AD.)