Święta …

Święta są jak iskry w oczach moich Dzieci,Jak skońce które sprawiedliwie wciąż na na niebie świeci..Jak Ludzie w których zostałoPo kawałku człowieka…Jak dłonie delikatneTe z lawiny zaczekań… Święta to nadziejaNa lepsze świtanie,I pomimo burz, że coś pozostanie ..Jak kołysanka Matki,Jak Ojca przykazy,Że warto jeden milionyA nie setki razy…,Próbować być człowiekiem,Nie odbierać, dawaćGotować coś pysznegoLudziom chciećCzytaj dalej „Święta …”

Cisza…

Kto Ciebie zapraszał pani?Kto dał na zapowiedzi …?Kto podejmował obiadem…?Kto kazał dni nasze śledzić…?Kto odejmował wyrazy?A później już całe zdania,I kto zupełnie bezczelnie,Wziął, ot tak, bez pytania …?Kto zgasił..?Kto milczy…?Kto oczy zamyka…?Kto daruje wciąż zimno…?I stada nieludzkich pytań…!Kto w okiennicach starychSkrzypi sam na żądanie,Kto rozerwał me serce?Ty?Czy ciszy, to było zadanie …???

Nie umiem nazwać…

Obudziłam się i to nie był sen,Wiesz, zakład przegrałam Kolego,Świat i dziś z żalu, wciąż drży,I ja, choć nie zrobiłam nic złego … Mówiłeś, akurat….Ty się ze mną napijesz…???Piłam wczoraj bez Ciebie,We łzach zatopiona po szyję… Nie mam prawa? Być może…?Sama je sobie daję,Patrzę na Ciebie Boże,Patrzę i nie poznaje…!!! Losy wielkie, CzłowieczeUkładasz wciąż poCzytaj dalej „Nie umiem nazwać…”

Był zakład i miałam się napić,Choć wiesz, że wcale nie piję,Od lipca czwartego czekałam,Dziś piszą, że Ty już nie żyjesz… Zawodzę się nieustannie,Na Twoich mój Boże wyborach,Tylu ludzi odeszło,Za wcześnie, to nie jest ta pora… W mych kalendarzach powiało,Tyle imion już zblakło,Serce wije się z bólu,Waldkowi, Bóg zgasił światło… Nie tylko Jemu, nam wszystkim,Lidzi, AsiCzytaj dalej „…”

Był zakład i miałam się napić,Choć wiesz, że wcale nie piję,Od lipca czwartego czekałam,Dziś piszą, że Ty już nie żyjesz… Zawodzę się nieustannie,Na Twoich, mój Boże wyborach,Tylu ludzi odeszło,Za wcześnie, to nie jest ta pora… W mych kalendarzach powiało,Tyle imion już zblakło,Serce wije się z bólu,Waldkowi, Bóg zgasił światło… Nie tylko Jemu, nam wszystkim,Lidzi, AsiCzytaj dalej „…”

Chwilka szczęścia …

Na zapomnianym krańcu śwataZatoka marzeń się znajduje,Tam w porcie kutry sennych zdarzeń,Nucą rzewności światłoczułe… Tęsknoty zaplatają dłonieGwieździste stada marzeń wielkich,Jak cuda dawno pogubione Jak słowa starej twej piosenki… Oczy, w kieszeniach serca bicie,Wciąż przechowują jak w skarbnicy,Tamto patyną już pokryteNaiwnie wciąż na cuda liczy… Zachody wschodą obiecująSpełnienie marzeń wielce sennychListy w butelkach przechowująNa brzegach wiecznieCzytaj dalej „Chwilka szczęścia …”

Historia lubi się powtarzać…

Z Transylwanii krwawa hrabinaCo we krwi się onegdaj kąpała,Na powrót się odrodziłaPazerna, obrzydła, zgorzkniała… Za zamkniętymi drzwiamiRozdaje zbutwiałe szprotyW arkuszach wciąż zgniłe ryby,I myśli, że nikt nie wie o tym…! Za biurkiem gdniazdo swe mości,Swąd zgnilizny w powietrzuTej krwi po córach i braciachNie zmyją lawiny deszczu…! Odradza się od stuleciW koszmarach sennych na jawie,Eminencja szarości,WCzytaj dalej „Historia lubi się powtarzać…”

Pocałunek śmiertelny…

Powstanę z mgły i odmętuUczynię z życia swe święto,Podotykam czułegoNa przekór wiatrom zźębniętym. Mimo wszystko wciąż czujęChoć wiele płacę rachunków,Otrzymuję w nadmiarzeStada śmiertelnych pocałunków… Słyszę serdeczną melodięI rozrzewnienie na dłoniachPytam w myślach i czynachCzy to wszystko wciąż o nas…? Za dnia cisza złowrogaW nocy stada złorzeczeń,Bóg istnieje naprawdę?Czy Tyś tylko głupi człowiecze…!!??

Dla Justynki i Kasi..

Stokrotki zakwitły…Wiesz, jak twoje oczy…Te mniejsze gdy byłaś śpiącaTe duże gdy świat nas zaskoczył… Nucą naszą melodięI układają słowa,Szeptem tulą do sercaKażdego dnia znów i od nowa… Świat kolory zostawiaZupełnie na pocieszenieA może z łez naszych wspólnychPowstało stokrotkowe marzenie… Poczekaj będziemy rozmawiaćZa każdy płatek dwa słowa,Słyszę jesteś tuż obokI ja już do rozmowy gotowa…(AD.)Kasia Bartz-BieleckaCzytaj dalej „Dla Justynki i Kasi..”

Obdarowany wolnością…

Pozostał sam na skrajuObeschły łzy tęsknoty,Wierzył w swój własny raj,Lecz któż wiedział i o tym…?? Co dnia szamotał sięChoć wiatr go wciąż wyklinał,Chciał więcej, nigdy źleLecz świat wciąż zapominał… Dopóki istniał krzykI słowa niespokojne,Budził się i chciał iśćNa swą życiową wojnę… Kalendarz znaczył śladCo kiedyś biło sercem,Odeszło z wiatrem w światNie chciało nic już więcej…Czytaj dalej „Obdarowany wolnością…”